Mamo boję się tej zupy! Ten brokuł krzywo na mnie patrzy! Jak nauczyć dziecko dobrych nawyków żywieniowych?

Nawyki żywieniowe to coś, co buduje się latami. W rodzinnym domu, wykorzystując naturalną skłonność dziecka do obserwacji i naśladownictwa. Dziecko jest jak kalka. Skopiuje wszystko, co się dzieje w domu. I to dobre i niestety to złe także. Ale dziś nie o zachowaniach, dziś o smakach.

Jeśli rodzice odżywiają się z różnorodnie, wykorzystując do przygotowania potraw szeroki wachlarz produktów, w tym bogactwo warzyw, owoców, kasz, orzechów czy pestek, dla dziecka taki system żywienia będzie czymś naturalnym. Tak naturalnym jak codzienna wyprawa na plac zabaw.

Jaki smak lubisz?
Kilkuletnie dzieci moich hinduskich znajomych jedzą dania tak ostre, że mi prawie wypalają gardło. Przypuszczam że jakakolwiek indyjska restauracja bez zastanowienia oznaczyłaby je czterema papryczkami chili. Prowadząca kursy kuchni tajskiej w których miałam przyjemność dwukrotnie uczestniczyć także opowiadała o tym jak ostre dania jedzą tam dzieci. Nie do zjedzenia dla przeciętnego Europejczyka.
Odczuwanie smaków jest kwestią przyzwyczajenia, bardzo subiektywną. Jeśli od małego szkraba jesteś przyzwyczajany do ostrego smaku, z czasem przestaniesz odczuwać go z taką intensywnością. Identycznie jest ze smakiem słonym czy słodkim. Im słodsze produkty jesz, tym słabiej odczuwasz słodki smak. Osoba słodząca trzy łyżeczki cukru do kawy nie wypije kawy niesłodzonej. Ja kawy nie słodzę w ogóle i wypicie takiej posłodzonej trzema łyżeczkami cukru najpewniej szybko skończyłoby się nad muszlą klozetową. Jeśli mało solisz, ciężko będzie Ci zjeść intensywnie słony produkt i na odwrót. Jeśli solisz dużo, dania posolone mniejszą ilością soli będą dla Ciebie pozbawione smaku.
Jak widzicie smak jest kwestią przyzwyczajenia. Nie ma czegoś takiego jak dania dziecięce. Za każdym razem ogarnia mnie smutek jak widzę dziecięce menu w restauracjach. Nuggetsy, rosół, pomidorowa, naleśniki i ewentualnie spaghetti. Nuda co? Ale cóż się dziwić restauratorom, przecież dostosowują swoją ofertę do oczekiwań klienta, a oczekiwania są niestety bardzo przewidywalne.

Bobas lubi wybór
Bobas lubi wybór to metoda żywienia dziecka polegająca na podsuwaniu mu różnych produktów z których on sam wybiera to co mu smakuje. Świetny sposób ma rozszerzanie diety siedzącego już niemowlęcia. Zamiast papek podsuwamy dziecku produkt w formie stałej. Ugotowaną na parze marchewkę, brokuł, ziemniaczka czy miękkie, delikatnie podgotowane na parze jabłko. Tym sposobem dziecko poznaje smak naturalnego produktu w jego niezmienionej formie. Wie jak smakuje ziemniak, marchewka, a jak brokuł co nie jest takie oczywiste jeśli połączymy te warzywa w papkę. Dodatkowo w czasie wyżynania się ząbków takie skrobanie dziąsełkami np. jabłka jest dodatkową zaletą.
Jaki kolor ma zupka brokułowo - marchewkowo - ziemniaczana? Hm ….. taki jakby ktoś już ją raz zjadł. Talerz z różyczkami brokuła, kawałkami marchewki i ziemniaczka wygląda kolorowo i zachęcająco, a wszyscy wiemy że dzieci jedzą oczami. Niech dziecko zje tyle ile chce. Tyle ile potrzebuje. Bez wpychania w niego na siłę. Im starszy maluch tym ta metoda jest ciekawsza. Dziecko znając smaki poszczególnych warzyw może uczestniczyć w ich wyborze podczas przygotowywania obiadu dla całej rodziny. Podstawą tej metody jest wybór dziecka dotyczący i rodzaju pokarmu i jego ilości. Ktoś może powiedzieć że dziecko nie zje takiej ilości obiadu jaką powinien i potem trzeba będzie mu gotować za godzinę. Jeśli dziecko nie podjada słodyczy i nie popija słodzonych napojów między posiłkami, uwierzcie, zje tyle żeby się nasycić. To naturalna potrzeba każdego człowieka i każdy człowiek dąży do jej zaspokojenia. Nie ma znaczenia czy mały, czy duży. Jak widzę te mamusie na spacerach ganiające z łyżeczką słoiczkowej zupki za dzieckiem po placu zabaw które co rusz popija słodki napój czy kompocik to słabo mi się robi. Jaką konkurencją dla słodkiego napoju jest warzywna zupka? Żadną. Smaki totalnie różne. To tak jakbyście popijały mojito na leżaku, a ktoś kazałby Wam zjeść mięsny gulasz. Cóż to za połączenie smaków. Uciekaj kto może.

Goń mnie, ja uciekam
Jestem też absolutne przeciwna gonitwie za dzieckiem z jedzeniem. Czy to z zupką, czy z kanapeczką, owockiem, z czymkolwiek. Widuję to nagminnie. Ostatnio będąc na wakacjach obserwowałam (chyba wszyscy obserwowali bo wyglądało to komicznie) jak mama biegała za synkiem z kanapką. Ciach gryzka i do zabawy....... Gryz na huśtawce, w piaskownicy .....Potem na stołówce dziecko schodzi z krzesła i biega między stolikami. I gonitwa w najlepsze. Mamusia goni, malec śmiejąc się radośnie ucieka. Mama zawstydzona i wkurzona. Ale sama taki bat ukręciła sobie na własny tyłek. Pretensje może mieć tylko do siebie.
Jeść należy siedząc przy stole i należy tego uczyć dzieci od małego. Kiedyś usłyszałam że dziecko jest ruchliwe i nie zje siedząc. Zje, ale musisz go tego nauczyć. Ucieka, dziękuję, nie jesz. Jemy przy stole. Jak zgłodniejesz, przyjdź, powiedź, podam i zjesz. Jak wstaniesz zabieram talerz i następny posiłek za trzy godziny. Dziecko to doskonały obserwator i badacz. Doskonale wyczuje na ile może sobie pozwolić i okręcić rodziców czy babcie dookoła palca. To Ty jako rodzic ustalasz zasady. Ale bądź konsekwentny. Nie ulegaj, dziecko to widzi i wykorzysta.

Z talerza do ludzi
Kochani dziecko które je różnorodnie od małego, będzie otwarte także na zupełnie nowe smaki. A ciekawość i otwartość na nowe smaki uczy otwartości na życie. Na ludzi, sytuacje, różnorodność. Dzisiejszy świat jest pełen różnic i odmienności. Otwartość i tolerancja to cechy których powinniśmy uczyć dzieci od małego.
Człowiek lubi stałość. Lubi to co zna. To do czego jest przyzwyczajony. To naturalne ponieważ daje mu poczucie bezpieczeństwa. Ale nie można zamykać się w hermetycznym świecie. Czy dziecko przyzwyczajone do jedzenia słodkich płatków z mlekiem na śniadanie zje musli z owocami? Czy przyzwyczajone do picia słodkich napojów będzie piło wodę z miętą i cytryną? Czy nauczone jedzenia na obiad frytek i panierowanego fileta z kurczaka zje warzywną zapiekankę? Nie zje, a nauczenie go nowych smaków, przestawienie na zdrowe tory, będzie wymagało katorżniczej pracy. Pracy która musi iść w parze ze zmianą nawyków żywieniowych całej rodziny. To że dziecko nie je warzyw i nie próbuje nowych smaków nie bierze się z powietrza. Winę za to ponoszą rodzice. Strach przed spróbowaniem zupy marchewkowej czy warzywnym leczo da się poskromić, ale wymaga to ogromu pracy i czasu. Osobiście znam kilkoro dzieci które otwarcie deklarują się że boją się jeść to czy tamto. Nie i już. Nie ma mowy o spróbowaniu nawet kęsa.

Dawaj dobry przykład
Jeśli jesteś mamą niemowlęcia, wszystko w Twoich rękach. Pamiętaj że oczy dziecka są jak skaner. Jeśli widzi Ciebie podjadającą batona czy lody między posiłkami to też będzie chciało. Jeśli jesz nerwowo i w pośpiechu jemu także te emocje się udzielają. Jeśli zamiast wody sięgasz po gazowany napój, maluch też jej nie będzie chciał pić. Dziecko uczy się przez obserwację i naśladownictwo. Jeśli przegapiłaś moment i jesteś mamą kilkulatka, czeka Cię sporo pracy, ale nie martw się, w kolejnych wpisach powiem Ci co masz zrobić.

Jedzenie to nie przykra konieczność wymagająca nagrody
Absolutnie nie naradzaj słodyczem za jedzenie obiadu. To bardzo często domena babć, ale i same mamy wpadają w tę pułapkę. Zjedz obiad, dam lizaczka. Wykonaj przykrą konieczność, dostaniesz nagrodę. Absolutnie nie wolno tego robić. Jedzenie ma się kojarzyć z przyjemnością, nie z katorgą.



Copyright 2017 Qchenne-inspiracje.pl

All rights Reserved