Borelioza. Co to za choroba? Jak się objawia? Na co zwrócić uwagę? Jak sobie pomóc? Część 1

Pierwszy raz o boreliozie usłyszałam kilkanaście lat temu. Będąc dzieckiem nie słyszałam o niej wcale. Nie miałam nawet pojęcia, czym jest kleszcz, a przecież każdego dnia bawiłam się w wysokiej trawie, biegałyśmy z koleżankami beztrosko boso po łące, chodziliśmy też z rodzicami do lasu na grzyby. Nikt z mojej rodziny ani znajomych nie miał wówczas do czynienia z kleszczem. Nikt się też specjalnie nie interesował jego istnieniem, bo i po co. Nikt nie widział w nim zagrożenia.
Dziś jest inaczej. O przenoszonej przez kleszcze boreliozie słyszał chyba każdy. Coraz częściej straszeni jesteśmy wręcz epidemią. Przestrzegani przed wypadami za miasto, lasem i łąką. Czy słusznie?

Kleszcze w dużych miastach

Szacuje się że około 30 % kleszczy w Polsce jest nosicielami bakterii borellia burgdorferi wywołującej boreliozę (także inne choroby ale dziś skupiam się na boreliozie).
Co ciekawe, najwięcej zarażonych kleszczy żyje w dużych miastach. Nie w lasach i na wiejskich łąkach, a w aglomeracjach. Dlaczego? Winę za ten stan rzeczy ponosimy wbrew pozorom my sami. Wabione resztkami jedzenia szczury wręcz zalały polskie miasta. To duży problem, z którym nierzadko trudno sobie poradzić. Nosicielami borellia burgdorferi bardzo często są szczury, ale i myszy, wiewiórki czy gołębie. Żerujące na nich kleszcze wchodzą do miasta i rozsiewają się jak zaraza. Pamiętacie historię zamknięcia jednego z komisariatów Policji w Poznaniu w kwietniu tego roku? 27 policjantów zostało wówczas pogryzionych przez kleszcze gołębie. Wcale nie chodzili po krzakach. Kleszcze pogryzły ich w budynku komisariatu.
W lesie czy krzakach poza miastem bezpieczni nie jesteśmy. Zakażone kleszcze są i tam, ale miasto wcale nas przed nimi nie chroni.

Zakażenie boreliozą

Borelioza to przewlekła, wielonarządowa choroba układowa wywoływana przez krętka borellia burgdorferi, bakterię znajdującą się w przewodzie pokarmowym kleszcza. Z uwagi na budowę przypominającą makaron świderek, krętek jest w stanie przedostać się, przewiercić, z krwi do tkanek, po których bez problemu porusza się dzięki posiadanym rzęskom. Borellią zakażone są zarówno larwy kleszcza, jak i małe oraz dojrzałe osobniki. Wielkość i stopień dojrzałości nie mają tu znaczenia.

W przypadku boreliozy liczy się czas

Kluczowy w procesie zarażania borellią jest czas. Im więcej czasu upłynie od momentu wkłucia się kleszcza w skórę, tym ryzyko zakażenia jest większe. Jeżeli kleszcz żeruje dłużej niż dziesięć godzin, ryzyko zakażenia jest znaczne. Jeżeli osobnik jest duży, wyraźnie napity, istnieje duże ryzyko że pił łapczywie wymiotując przy tym z obżarstwa i przekazując nam krętka borellia burgdorferi.

Objawy boreliozy

Charakterystyczne objawy zakażenia boreliozą niestety nie są oczywiste. Jeśli w ciągu 3 dni do 3 tygodni na skórze wystąpi rumień, możemy mówić o naprawdę dużym szczęściu w nieszczęściu. Dlaczego? Ponieważ rumień występuje jedynie u około 30% zarażonych i jest ewidentnym dowodem na zakażenie, co zdecydowanie przyspiesza leczenie. Trudno go przeoczyć lub pomylić z czymś innym. Jest czerwony z charakterystycznym w środku wybieleniem. Jak Wam to zobrazować? Wyobraźcie sobie tarczę to rzutek. W środku czerwone kółko, następnie jasna obręcz i czerwona obręcz. Tak mniej więcej wygląda rumień, który wystąpić może w dowolnym miejscu na ciele. Średnica rumienia nie jest zawsze taka sama, może być mniejsza, może być większa. Tak czy inaczej, po miesiącu po rumieniu nie ma śladu. Choroba jednak postępuje.
Oprócz rumienia wystąpić mogą objawy przypominające grypę. Gorączka, dreszcze, osłabienie, ból głowy, gardła, mięśni czy stawów. To też jest dobry sygnał, ponieważ ułatwia diagnozę, zwłaszcza jeśli występuje krótko po ugryzieniu przez kleszcza. Tak jak pisałam wyżej, budowa przypominająca makaron świderki umożliwia krętkowi borellia „przewiercenie” się z krwi do tkanek i atak. Najczęściej atakowana jest tkanka nerwowa, mięśniowa czy łączna. Może pojawić się szereg objawów, których, jeśli nie mieliśmy rumienia lub nawet wyraźnych objawów grypopodobnych, możemy nie powiązać z kleszczem.
Te objawy to:

Generalnie jeśli chodzi o objawy to nie jest tak, że boli noga i już sobie diagnozuję boreliozę. Przy boreliozie prawie zawsze występuje osłabienie. Czujemy się jak przysłowiowo z krzyża zdjęci. Słabi, bez siły i ochoty do czegokolwiek. Do tego dochodzą wspomniane wyżej dolegliwości, które skłaniają nas do wizyty u lekarza który niestety nie zawsze umie pomóc. Bywa też, że borelioza przez lata nie daje objawów, które, wystąpiwszy nagle, nie są przez nas w ogóle kojarzone z ugryzieniem kleszcza. Wówczas możemy tułać się od lekarza do lekarza. Bez jakiejkolwiek pomocy poza kolejnymi skierowaniami i lekami które nie pomagają.

Diagnozowanie boreliozy

Niestety zdiagnozowanie boreliozy jest bardzo ciężkie, ponieważ nie ma badania które w 100% skutecznie ją wykrywa. Najczęściej wygląda to tak, że idziesz do lekarza z objawami grypopodobnymi, osłabieniem, problemami z koncentracją i prawie „podeptanym językiem”. Dostajesz paracetamol, ibuprom i zalecenia aby odpocząć. Jeśli coś Cię boli, masz kołatania serca czy duszności, dostaniesz skierowana do specjalisty. Neurologa, kardiologa czy innego. Jeśli lekarz, do którego trafisz, ma doświadczenie w diagnozie i leczeniu boreliozy, super. Jeśli nie, objawy może pomylić ze stwardnieniem rozsianym, reumatyzmem czy toczniem rumieniowatym, co się często dzieje i co sprawia, że trafiasz do punktu wyjścia. Znów leki i znów nic. A bakteria kręci się po organizmie bez kontroli.
Obserwacja własnego organizmu ma przy diagnozie boreliozy znaczenie kluczowe. Dlaczego? Ponieważ lekarze nie potrafią tej choroby diagnozować. To przykre, ale taka jest prawda. Nie potrafią, ponieważ nie mają doświadczenia. A nie mają doświadczenia, ponieważ to choroba podstępna. Objawy (bardzo różne, wielonarządowe) pojawiają się i znikają, aby za kilka tygodni pojawić się znów. Potęguje Twoje obecne schorzenia. Niszczy Cię od środka. Spotkałam się z sytuacją, w której chora nagle zaczęła czuć się źle. Bolały ją mięśnie, stawy, bywało że czekając na przystanku na autobus musiała usiąść na ławce, ponieważ nie była w stanie ustać. Miewała ostre bóle i nagłe zwroty głowy. Drętwiała jej ręka. Raz jedna, raz druga. Czasem w pracy nie mogła utrzymać długopisu. Lekarz stwierdził reumatoidalne zapalenie stawów, ale leki nie pomagały. Do tego unormowana dotychczas niedoczynność tarczycy i cukrzyca"rozjechały się". TSH skoczyło bez wyraźnej przyczyny. Pacjentka miała problemy z glikemią po posiłku. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego, ponieważ w diecie i stylu życia nic nie zmieniała. Lekarz był bezsilny. Przypomniała sobie, że pół roku wcześniej ugryzł ją kleszcz. Ponieważ nie miała rumienia, była przekonana, że kleszcz był zdrowy i nie ma powodu do niepokoju. Niestety.
U niej bomba okazała się mieć opóźniony zapłon. Dopiero przypomnienie sobie o kleszczu i skojarzenie, że to może od tego okazało się być punktem zwrotnym. Podjęte leczenie okazało się skuteczne, choć długotrwałe i ciężkie.
Jeśli wyjęliśmy kleszcza własnoręcznie, warto wysłać go na badanie CPR, aby sprawdzić, czy był nosicielem bakterii borellia burgdorferi. Takie badania wykonuje Centrum Badań DNA w Poznaniu oraz Laboratorium Medgenetix w Warszawie. Pamiętajmy jednak, że zarażony borelią kleszcz wcale nie musiał zakazić nas. Jeśli jednak bardzo boimy się boreliozy, sam fakt, iż osobnik nie był zakażony, pozwoli nam spać spokojnie.
Jeśli chodzi o postępowanie diagnostyczne w wykrywaniu boreliozy, w organizmie człowieka stosuje się dwie metody. Pierwsza polega na sprawdzeniu, czy jest odpowiedź ze strony układu immunologicznego, druga na szukaniu bakterii lub jej fragmentów we krwi, moczu lub płynie mózgowo rdzeniowym. Osobiście bardziej ufam metodzie drugiej. Dlaczego?
Najpopularniejszą metodą sprawdzenia, czy na ugryzienie kleszcza nasz organizm w jakiś sposób zareagował, jest wykonanie testu Elisa. Jeśli mamy skierowanie od lekarza wykonamy go bezpłatnie na NFZ. Jeśli nie, kosztuje około 70 złotych. To test immunoenzymosorbcyjny mający za zadanie wykryć wytworzone we krwi specyficzne przeciwciała IgG oraz IgM. Jest stosunkowo tani, szybki w wykonaniu i łatwo dostępny. Niestety mało skuteczny (na poziomie 30%) a brak przeciwciał po jego wykonaniu wcale nie oznacza, że boreliozy nie ma. Drugi test to Western-blot (skuteczność na poziomie 70%) mający za zadanie wykryć antygeny bakterii krążące we krwi. Niestety wykrywa tylko znaczne ilości antygenów pojawiających się zwykle w późniejszej fazie choroby. To jednak nie wszystko. Jeśli dojdzie do połączenia przeciwciał z antygenami dochodzi do powstania tzw. kompleksu immunologicznego. Wówczas wynik zarówno testu Elisa jak i Western-blot będzie fałszywy. Druga metoda to metoda PCR lub Real-Time PCR. Polega na szukaniu DNA borelli w płynach ustrojowych. We krwi, osoczu lub płynie mózgowo rdzeniowym. Moim zdaniem to najskuteczniejsza metoda. Na rynku są też inne testy jednak o ich skuteczności na ten moment nie mogę Wam napisać.
Badanie kleszcza, badanie PCR lub Real-Time PCR można wykonać od razu. Testy Elisa i Western-blot najwcześniej 6 tygodni od ugryzienia przez kleszcza.

Borelioza to choroba ciężka i podstępna. Leczenie będzie najskuteczniejsze, jeśli zostanie podjęte od razu. Ale czy profilaktyczne przyjmowanie serii antybiotyków to dobre rozwiązanie? 
O tym, na czym polega leczenie i jakie postępowanie dietetyczne należy w związku z zastosowaną farmakologią bezwzględnie włączyć, opowiem w kolejnym poście.




Copyright 2017 Qchenne-inspiracje.pl

All rights Reserved