Rewolucja w szkolnych sklepikach! Popierasz czy jesteś przeciwko?
Img

Temat asortymentu sklepiku w szkole mojej córki jako członek rady rodziców poruszyłam już rok temu. Wtedy zostałam zakrzyczana że dzieci mają prawo jeść chipsy, słodkie bułki, lizaki i popijać to wszytko colą i słodkimi sztucznie barwionymi napojami. Na tym polega dzieciństwo.
Jak to mówią, kijem Wisły nie zawrócisz. Zostało po staremu.

Jak to jest z tymi słodyczami?

Są rodziny w których słodycze są na co dzień i na zasadzie „ile chcesz i jakie chcesz”. Wiem że są dzieci które nie dostają do szkoły tzw. śniadaniówki a po prostu kasę w kieszeń i mają sobie w szkole radzić. Wielokrotnie odwożąc córkę do szkoły widziałam otyłe dzieci niosące w foliówce colę i pączki czy drożdżówki.
Są też rodziny w których słodycze są od czasu do czasu, w wydzielone dni, mocno selekcjonowane co do jakości i ilości. Takie dziecko „wychodząc z domu” ma zbudowany pewien system wartości jeśli chodzi o żywienie. Ale oprócz tego co rodzice wpoili w domu, jest jeszcze coś co dla dziecka, ba! …. dla każdego człowieka jest kwestią bardzo istotną, a mianowicie poczucie akceptacji.Wielu dorosłych ma z tym problem, a co dopiero kilkuletnie dziecko zwłaszcza na starcie swojej szkolnej przygody.
Dziecku trudno jest odmówić koleżance która mówi „nie zjesz, nie smakuje Ci ode mnie, nie lubisz mnie?”. Dziecko nie chce odstawać. Nie chce być z boku podczas gdy cztery koleżanki jedzą cukierki na które zrobiły zrzutę. Jak to mówią „jak wchodzisz między wrony, kraczesz jak i one”. Takie jest życie. Nieustannie uczmy nasze dzieci asertywności i tłumaczmy bo to zaprocentuje na przyszłość. Póki co od 1 września wspierać nas w tym będzie nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia.

I jest burza!

Sklepiki wymiotło z większości szkół jak po przejściu tsunami.
Przygotowując się do napisania tego artykułu przejrzałam co pisze się w sieci na temat tych zmian.
Jedni rodzice są zachwyceni, drudzy oburzeni że ich dziecko nie będzie mogło w szkole kupić chipsów, no i są też sami właściciele sklepików, wściekli że przez nowe przepisy musieli zamknąć działalność bo przestała być opłacalna tzn. oni przewidzieli że prowadzenie sklepiku według nowych zasad jest skazane na niepowodzenie. Dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan powiedziała że nowe przepisy to kolejny projekt który pomija aspekt gospodarczy.
Rozumiem argumenty przedsiębiorców. Oni patrzą na zysk. Postępująca u dzieci kandydoza, problemy ze skupieniem uwagi czy otyłość to nie jest ich zmartwienie. Rozumiem też Panią z Lewiatana bo dla niej liczy się dobro przedsiębiorców. Ale czy rozwój małej przedsiębiorczości ma się odbywać kosztem naszych dzieci? Dziecko pozbawione rodzicielskiej kontroli to klient idealny. Łasy na kolorowe i słodkie. A że słodkie uzależnia to interes kręci się doskonale.

Wszystko bez sensu!

W sieci spotkałam się z opinią jednej z właścicielek sklepiku że prowadzenie tego biznesu na nowych zasadach jest bez sensu?
Limit 10 gramów cukru i tłuszczu na 100 gramów produktu, oraz limity na sól przekreślają cały dotychczasowy asortyment sklepików. Ale produktów z ilością poniżej tych norm jest całe mnóstwo. Pysznych i fajnych, które wielu dzieciom zasmakują jeśli tylko będą miały szansę spróbować. Ale trzeba szukać, a to męczy i jest bez sensu.
Ja uważam że można zaoferować dzieciom naprawdę ciekawą ofertę. Trzeba tylko chcieć

Jak oceniam zmiany ?

Bardzo pozytywnie. I z mojego punktu widzenia uważam to za krok milowy w rozwoju naszego społeczeństwa. Z drugiej strony nawyki wynosi się z domu. To nie szkolny sklepik spowodował że polskie dzieci są w czołówce otyłych w Europie, a żywienie domowe.
Za nową ustawą powinna pójść edukacja, aby dzieci zrozumiały czemu te zmiany mają służyć. Tę edukację powinna zapewnić szkoła, za pieniądze z Ministerstwa Edukacji. Moja córka mówi że jej koleżanki nie rozumieją dlaczego zaszły zmiany w szkolnym sklepiku. Dziecko widzi że ktoś mu coś zabrał, a nie wie dlaczego?

A Co Wy myślicie o nowych przepisach?
Jak wyglądał szkolny sklepik przed nowelizacją ustawy a jak teraz?

131 komentarzy

Dietetyczne RewolucjeDodano:  4 Wrzesień 2015 - 8:55
Ja mieszkam w Szwecji gdzie nie można nosić słodyczy do szkoły i wg mnie to jest super. W PL jest bardzo dużo otyłych dzieci (ja takim byłam dlatego dzisiaj zmagam się z nadwaga). To jest straszne co można kupić w tych sklepikach. Oprócz np dobrej jakościowo czekolady stoi pizzerka z jakiegoś podłego ciasta z seropodobnym produktem. Oby to zmieniło świadomość dzieci i co najważniejsze rodziców. Gosiu a oprocz slodkiej niedzieli jak Twoje dzieci jedza słodycze? Moga cos w tygodniu? Jak to wygląda?
Qchenne InspiracjeDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:20
Mogą w tygodniu ale nie chipsy i batony.
CudawiankiDodano:  4 Wrzesień 2015 - 11:39
A może podasz Małgosiu jakieś przykłady zdrowej alternatywy?
Ewelina HamernikDodano:  4 Wrzesień 2015 - 13:19
Też mieszkam w Szwecji i tutaj faktycznie jest o wiele mniej otyłych dzieci, ale również dorosłych (są osoby w wieku 45-50 lat, i są szczupłe nie miewają oponek i innych dodatków do sylwetki) poza tym społeczeństwo nastawione jest na aktywność fizyczną i zdrowe zywienie już w przedszkolu.
AnonimowyDodano:  5 Wrzesień 2015 - 10:14
Co Gosiu jedza Twoje dzieci ze słodyczy w tygodniu?
Dieta i odchudzanieDodano:  5 Wrzesień 2015 - 21:41
Popieram w 100 procentach.
Wyrobione nawyki i przyzwyczajenia owocują w przyszłości.
Sam mam córkę 3 lata. Słodycze dostaje raz w tygodniu. (zje jednego batonika i tak się zasłodzi że nie ma ochoty na więcej)
AnonimowyDodano:  7 Wrzesień 2015 - 13:29
Ja popieram w całej rozciągłości. Nie wiem jak liczy się np. mąka pszenna (czy cukry w niej zawarte wchodzą w te 10%?). Przyłączam się do pytania - co słodkiego mogą jeść dzieci? Wypieki słodzę bananem, ale potrzebuję "świezej krwi", nowych przepisów zwłaszcza, że przedszkolak poszedł do szkoły. Pozdrawiam, Marzena.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:01
Tak jak mowisz - przykład co jesc a co nie wynosi sie z domu i to do nas nalezy edukacja, ale...
uwazam ze powinny byc w szkole zajecia np jakas godzina w tygodniu czy zajecia dodatkowe ale obowiazkowe- typu o zdrowym stylu zycia, a tam co jesc, co jest zdrowe, propagowanie ruchu, itp.
Tak -trzeba chcieć zdrowo sie odzywiać, jest wile opcji jedzenia- nawet tych zdrowych slodycy bez tony chemii tylko niestety musi sie chciec je samemu zrobić, a nie isc do sklepu i kupic na odwal dziecku paczke czipsow czy innego syfu.
lisekDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:30
to w końcu jakie miałyby to być zajęcia: dodatkowe czy obowiązkowe? ;)
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 10:01
w naszej szkole sa dodatkowe ponad zwykły plan ale obowiązkowe.
RzaoutlawDodano:  4 Wrzesień 2015 - 12:53
nawykow zywieniowych uczymy sie w domu, od rodzicow . Jak Pani w szkole powie chrup brokula zamiast chipsow a w domu tata lub mama to wysmieja to takie zajecia nic nie wniosa. Wbrew pozorom zdrowe odzywiania nie znaczy nudne i bardzo pracochlonne :) i to wlasnie od rodzicow zalezy zeby swoim zachowaniem pokazac dzieciom ze warto zdrowo jesc, warto wylaczyc telewizor i jesc wspolnie przy stole (bez laptopow i komorek )
NikojtaDodano:  4 Wrzesień 2015 - 20:37
"Jakaś godzina w tygodniu". Aktualnie jestem na nowym planie lekcji i w imieniu wszystkich dzieci mówię że nie da rady wrzucić jeszcze godziny w tygodniu na zdrowe żywienie. Dla przykładu ja mam codziennie na godzinny ranne (2x w tygodniu 7:10) i kończe o 15:25 i chodz interesuje sie zdrowym trybem życia to nic innego bym nie chciała tylko czegoś nie zdrowego po jeszcze dodatkowej godzinny w szkole. To tylko dzieci i młodzież zniechęci.
AnonimowyDodano:  5 Wrzesień 2015 - 10:32
To na lekcjach , przyrody, biologi, godzina wychowawcza. Tam poświęcić trochę czasu na omówienie nawyków żywieniowych.
A jak sama nazwa wskazuje godzina wychowawcza jest od wychowywania a nie tak jak u mnie było czy w gimnazjum czy w liceum gdzie Pani robiła sobie po prostu 7 godzinę w tygodniu swojego przedmiotu....
AnonimowyDodano:  7 Wrzesień 2015 - 21:43
Ok.w podstawówkach jak najbardziej się zgadzam z ustawą,ale w liceach gdzie młodzież po lekcjach w-f musi się napić i zjeść?Prowadzę sklepik i widzę że młodzież na wszystko znajdzie sposób ,ponieważ i tak pójdą obok do sklepu i kupią to co chcą.Mam u siebie jabłka,banany,sałatki,kanapki,wody,serki.Oświadczam,że zupełnie tego nie sprzedaję,oprócz kanapek i wody.Nie rozumiem jak można decydować za dorosłych ludzi.Bardzo mi przykro,ja sobie piję kawę,a,oni muszą się obejść smakiem .
Odpowiedz
LadybugDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:01
trochę nie na temat, ale czy będzie jakiś post o spirulinie? Głównie zależy mi na tym by wiedzieć jak i z czym ją stosować, bo leczę anemię, a taka sproszkowana, śmierdząca jak pokarm dla rybek... nie wyobrażam sobie żeby pić ją rozpuszczoną w samej wodzie, więc potrzebuję jakichś inspiracji ;)
Qchenne InspiracjeDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:19
Jest w zakładce Trochę Zdrowia.
LadybugDodano:  4 Wrzesień 2015 - 10:27
Rzeczywiście, nie zauwazyłam. Dziękuję za odpowiedź i przepraszam za kłopot :)
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:02
ja jestem bardzo zadowolona.w pierwszy dzień szkoły poszłam z ciekawości zobaczyć co oferuje sklepik szkolny mojego syna. mówię do Pani że bardzo mi się tu teraz podoba, a Pani z oburzeniem" cieszy się Pani że nie ma już drożdżówek". Ja na to że bardzo się cieszę. Jej mina była bezcenna.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:15
Moim zdaniem, zmiana na lepsze lecz nie rozwiąże problemu. Z pewnością spora część rodziców zrobi teraz odpowiednie zakupy dziecku jadąc z nim do szkoły, a dziecko które przyniosło ze sobą chipsy może bezkarnie zjeść je w szkole. Ważne, że zrobiono pierwszy krok, podjęto temat, co w przyszłości zaowocuje większą świadomością dzieci i rodziców.

Co do przedsiębiorców - gdyby szkolny sklepik zamienić w mały bufet ze świeżymi kanapkami z ciemnego pieczywa, sałatkami owocowymi w plastikowanych pojemniczkach, ciasteczkami i batonikami musli, świeżo wyciskanymi sokami, koktajlami owocowymi byłoby genialnie! Pytanie tylko czy wystarczająca ilość dzieci posmakowała takiego jedzenia w domu by mógł się on utrzymać ?
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:54
Sanepid nie pozwoli...
Aga P.Dodano:  4 Wrzesień 2015 - 10:17
Jestem na 1000 % ZA.
W naszej szkole nie ma sklepiku, natomiast wstawiono maszynę z pseudo zdrową żywnością. Niby EKO batoniki, ale mega słodkie i koło zdrowej żywności na pewno nawet nie leżały. Jest mus owocowy Kubuś, może być. Ale są też słodzone sztuczne napoje typu Tymbark, Kubuś Play. A na maszynie widnieje wielka nalepka, że wszystkie produkty w owej machinerii nie zawierają cukru oraz syropu skrobiowego czy glukozowego. Dzisiaj rano przed lekcjami kolejka do maszyny ustawiła się oczywiście, bo dziecko niestety, ale nie ma śniadaniówki ze zdrowym jedzeniem, z żadnym podejrzewam jedzeniem.
Miłego dnia
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 15:00
Moja koleżanka robi dla swojego dziecka parówki na obiad z chlebem i masłem... (a bardzo dobrze zarabia). Ciekawe ile jest takich osób i co te dzieci jedzą w szkole...
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:27
Gosiu, ja uważam, że sam pomysł jest dobry, ale realizacja nie do końca.
Cukier wyrzuciłabym z życia społeczeństwa bez mrugnięcia okiem. Z tym się zgadzam.
Miód jest dozwolony, ksylitol ponoć zabroniony. Dlaczego? Przecież to właśnie nadmiar fruktozy może powodować otyłość.
Poza tym sól. Sól jest zdrowa. Oczywiście nie ta czysta, biała, ale np. kamienna, himalajska. Jest potrzebna żeby żyć.
Chipsy, cola - do kosza. Zgadzam się bez dwóch zdań :)
Tylko tak jak piszesz, w wielu domach i tak dzieciaki dalej będą się żywić tak jak to robiły do tej pory, bo ich rodzice nie widzą w tym nic złego.

AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 10:04
Ksylitol i fruktoza to dwa różne produkty :-)
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:28
Czy ewentualnie jakies pomysły co do śniadaniówki dla dzieci ?
Qchenne InspiracjeDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:32
Post na ten temat jest w zakładce Trochę Zdrowia.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:28
Nowe przepisy to mały krok do przodu, ale lepsze to niż nic.Nawyki żywieniowe wynosimy z domu, w czasach wielkiej gonitwy i szybkiego tempa życia rodzice sięgają po najprostsze (wg nich) rozwiązania, dochodzi nagradzanie słodyczami, wypadami np. do McDonalds'a. Żywienie na przedszkolnych i szkolnych stołówkach także pozostawia wiele do życzenia. Pracuję w przedszkolu i widzę czym karmione są nasze dzieci - paluszkami rybnymi, w których jest znikoma zawartość ryby, za to gruba panierka, kluski, placki, a nawet o zgrozo surówki i itp. dosładza się, żeby dzieci zjadły. Na podwieczorek serwuje się lody, soczki w kartonikach,również dosładzane. A jadłospisy rzekomo układają dietetycy... Wydaje mi się, że zarówno w przedszkolach jak i szkołach można wspierać dzieci w nabywaniu prawidłowych nawyków żywieniowych np. tak :PROJEKT KUCHNIA UCZNIOWSKA
Pierwsza na Śląsku w pełni wyposażona kuchnia uczniowska wraz z aneksem jadalnym mieści się w naszej szkole. Swoje podwoje otwarła w październiku 2013 roku.
http://sp11.webity.pl/o-szkole/przepisy-kulinarne/
ps. Wiele osób myśli że zdrowe gotowanie/odżywianie wiąże się z dużymi kosztami, godzinami spędzonymi w kuchni - powinni odwiedzić Twojego bloga :) sama kiedyś tak myślałam, ale odkąd zaszłam w ciąże, potem urodziłam synka zmieniłam zdanie. Pomógł mi w tym Twój blog - dziękuję. Marta
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 10:43
Przeraziłaś mnie! Naprawdę tak żywią w przedszkolach?? Mam 2-letnie dziecko, które za jakiś czas będę zmuszona oddać do przedszkola na kilka godzin dziennie i teraz mam mętlik w głowie! On uwielbia warzywa, surówki (bez cukru!), kasze i wszystko co pyszne i zdrowe. Nie chcę żeby ktoś mu to odmienił dzięki tym "pysznościom" :((
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 19:37
No niestety, być może tak fatalnie jest tylko w moim miejscu pracy. Zapytaj o posiłki w placówce, do której chcesz wysłać swoje dzieciątko, przejrzyj jadłospis... Nie chcę generalizować, że wszędzie jest źle.
Marta
KruczekDodano:  4 Wrzesień 2015 - 22:20
"Zmuszona oddać dziecko do przedszkola na parę godzin?" nie brzmi to fajnie, naprawdę, jakby przedszkole było za karę, trudno będzie zaklimatyzować się w nim Twojemu dziecku. Co do żywienia w przedszkolach, w przedszkolu mojego synka jest bardzo zdfrowe jedzenie, wszystko panie robią, nie podają nic gotowego, i co ważne- dzieciom smakuje. Z sanepidu raz po raz dostają max. punktów za żywienie, co mnie cieszy. Ale dla porównania mam jeszcze inne przedszkole, które odwiedzam i tam, gdy czytam jadłospis, nóż mi się w kieszeni otwiera. Vegeta, kotki rosołowe, ciasta, wafelki, itd. na podwieczorek, sztuczne dodatki do dań w przedszkolu, sztuczna bita śmietana- nie wygląda to najlepiej...
AnonimowyDodano:  6 Wrzesień 2015 - 14:01
Dlaczego nie brzmi to fajnie? Nie rozumiem.. Chciałabym dłużej móc zostać z dzieckiem w domu (2 latek to naprawdę jeszcze maluszek!), ale niestety sytuacja materialna zmusza mnie do powrotu do pracy. Nie wiem co jest strasznego w mojej wypowiedzi.
Odpowiedz
MilaDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:29
Według mnie to głupota, bo w ten sposób maskuje się tylko nieudolność niektórych rodziców, którzy nie mają ochoty uczyć dziecka podstawowych informacji o zdrowiu. Ja zaczęłam chodzić do szkoły w okolicach 2000 roku, mieliśmy sklepik a w nim masa słodyczy i niezdrowych rzeczy. Ale nie miałam w klasie żadnej otyłej osoby, która wpieprzała tylko słodycze. Ba! Nie miałam nawet kogoś kto by się tylko słodyczami żywił. Rodzice uczyli nas co jest zdrowe, a co nie, od czasu do czasu dostawałam (jak inni moi koledzy i koleżanki) kilka groszy na to, żeby sobie coś kupić (zazwyczaj rogalik z 7days, bo zbierało się naklejki z Pokemonami :P) i to było coś! Wszyscy mieliśmy śniadanie do szkoły, a jak ktoś zapomniał/zaspał to sklepik go w jakiś sposób ratował. Może to kwestia tego, że wychowałam się na wsi i była to taka typowa wiejska szkoła i rodzice po prostu mieli czas i ochotę wpoić nam, że słodycze nie są dobre? Z tego co widzę teraz to większość rodziców obecnie jest wiecznie zmęczona i nigdy nie mają czasu... a moi rodzice też pracowali obydwoje, zresztą jak większość których znałam, a mieli jeszcze czas uprawiać ogródek, chodzić z nami na spacery i robić domowe przetwory ;) i nie mieli babci do pomocy. Teraz większość rodziców woli wcisnąć 10 zł w rękę i powiedzieć "idź sobie kupić coś do jedzenia".
Te zmiany nic raczej nie zmienią, bo rodzice najwyżej nakupują dziecku w Biedronce słodyczy na cały tydzień do szkoły, które dziecko pewnie zje w ciągu 3 dni ;)
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 10:45
Ja też chodziłam do szkoły na wsi, zawsze miałam kanapki od mamy ale nie powiem ochota na słodycze była tylko rzadko dostawałam pieniądze do szkoły :p Bogatsi jedli aż miło.
OlabogaDodano:  4 Wrzesień 2015 - 11:56
Zgadzam się z Tobą. Moja Mama zawsze przygotowywała mi i rodzeństwu kanapki do szkoły. Nie twierdzę, że było to najzdrowsze, co mogło być, ale w życiu nie ciągnęło mnie do jedzenia ze sklepiku, do tych chipsów i batonów. Jeśli rodzice sami nie zadbają o zdrowie i dobre przyzwyczajenia dziecka, to żadne ustawy nie pomogą.
Co z tego, że w sklepiku szkolnym nie ma śmieciowego jedzenia, skoro obok szkoły są inne sklepy, które moga sprzedawać, co chcą? Albo co za problem, żeby rodzice sami dziecku dali? To jak walka z wiatrakami.
Wczoraj czytałam artykuł z gazety lokalnej na temat nowych sklepików szkolnych. I co? uczniowie sami przyznali, że jak będą chcieli, to pójdą na długiej przerwie do sklepu obok, na stację benzynową i kupią, co będą chcieli. Od początku roku szkolnego w dużym liceum, gdzie uczy się parę setek dzieci sprzedano jedno jabłko... Albo wszyscy mają swoje owoce, albo jednak coś tu nie działa...
Sama idea jest dobra, ale wykonanie... zostawia jeszcze wiele do życzenia. Bez edukacji w kwestii żywienia nic się nie zmieni...
ShyfullDodano:  4 Wrzesień 2015 - 13:49
zgadzam się w 100 %... to nie chodzi o sklepi szkolne tylko o samych rodziców. Dzieci nauczone w domu, co jest zdrowe a co nie na pewno nie będą opychać się wszystkimi śmieciami ze sklepiku... tym bardziej jeśli rodzice naszykują im prowiant do szkoły, który będzie atrakcyjny. Najczęściej jednak rodzicom się nie chce, więc albo robią sztampowe kanapki z czymkolwiek nie pytając dziecka, co chciałoby zjeść albo ładują do plecaka rogaliki, drożdżówki itd. W kwestii wyjaśnienia ja nie uważam, że dziecko nie może jeść słodyczy czy chipsów, ale powinno to mieć jakieś granice a to zadbać muszą rodzice i kropka. Sklepiki szkolne to tylko kropla w morzu..
AnonimowyDodano:  16 Wrzesień 2015 - 15:11
Ja o ustawie nie wiem co myśleć na dobrą sprawę, bo z jednej strony wy macie rację, mówiąc, że rodzice kupią dziecku słodycze gdzie indziej, z drugiej strony według mnie lepsza taka zmiana jak żadna, na pewno nie głupota. Ale w podstawówkach, co do liceum to zgodzę się, że zmiana jest głupotą bo u takich ludzi, jeżeli sami nie będą chcieli, nikt nawyków żywieniowych już nie zmieni.

Ja też zaczęłam chodzić do szkoły w roku 2000 i popieram to, co mówi Małgosia. Jako dziecko wychowane w domu, gdzie owszem - słodycze były, ale dobrej jakości sklepowe/wypiekane samodzielnie, gdzie jadło się zdrowo, gdzie kolorowe napoje i chipsy to było największe istniejące zło tego świata... tak, w szkole jadłam nawet te chipsy. I to nie tylko gdy częstowali koledzy, ale też sama je czasem kupowałam, PODKREŚLAM - doskonale zdając sobie sprawę z tego, że są niezdrowe. Presja kolegów była zbyt duża dla mnie jako małego dziecka, dlatego z autopsji zgadzam się w pełni z tym, co powiedziała Małgosia i mam nadzieję, że to będzie dopiero początek bardziej przemyślanych zmian, np. w kierunku by dzieci nie mogły przynosić do szkoły słodyczy, tak jak ktoś napisał jest w Szwecji, wtedy te bezsensowne kwestie tej ustawy odejdą w zapomnienie i dzieci albo będą musiały przynosić własne zdrowe posiłki, albo kupować zdrowe w sklepikach.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:37
Gosiu, ja troszkę nie na tema, a mianowicie wczoraj zrobiłam Twoje risotto z dyni i jabłka. Jest FENOMENALNE!!! i tu moje pytanie, gdyż mój mąż jest mięsożerny i dla niego obiad bez mięcha to nie obiad. Co byś poleciła dodać do risotta? jakiegoś kurczaczka.....bo przyznam się że nie bardzo wiem co by do niego pasowało.
Serdecznie pozdrawiam Ania
Qchenne InspiracjeDodano:  4 Wrzesień 2015 - 14:09
Pierś kurczaka oprósz solą i pieprzem cytrynowym. Zawiń szczelnie w pergamin (papier do pieczenia) i usmaż na suchej patelni. Potem zdejmujesz papier i masz mega soczystego kurczaczka.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:40
Dzieci jak będą chciały to i tak kupią słodycze w sklepiku w drodze do szkoły. Przede wszystkim wychowanie i świadomość wyniesiona w domu. Przykładowo ja nigdy nie akceptowałam MCDonaldsa i moim dzieciom jak tego nie jadły wcześniej to po prostu nie smakuje, a nawet jak z kolegami czy koleżankami poszły spróbować - świat się nie zawalił, a później stwierdziły, że niedobre i ich brzuchy po tym bolą. Więc nie w sklepikach problem tylko w wychowaniu i nauczeniu dzieci co wartościowe a co nie. Tak jak dzieci jedza w domu tak i będą jeść poza nim. Wina jest w rodzicach. Łatwiej i szybciej kupić i dać dziecku wafelka niż przygotować coś zdrowszego - chociażby kanapkę z pełnoziarnistym pieczywem.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 9:55
Niestety w szkole mojego dziecka sklepik zamknięto w związku z nowymi przepisami i brakiem jak mówią opłacalności biznesu...? Może rozwiązaniem była by specjalna dotacja państwa na zdrową żywność do sklepików szkolnych. Zdrowo żywione dziecko mniej choruje i nie obciąża służby zdrowia, a w przyszłości jest wydajnym pracownikiem. Sam zysk dla państwa. Wkrótce wybory, może któryś z polityków zajmie się tą sprawą?
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 10:02
Wszystko ładnie w teorii. Podstawy zdrowego żywienia wynosimy z domu. Ale przecież nie każdy rodzic ma wiedzę, chęć i ochotę się uczyć żywienia a nawet chęć zmieniać swoje przyzwyczajenia by dać przykład dziecku. Jeśli np. dzieciak od 15 lat jadł schabowego z kapuchą, bo mama i tata tak gotują to trudno będzie przestawić się na kotleciki jaglane czy makarom żytni( bo ciemny)
Tak samo w sklepiku. Z wygody, uzależnienia od cukru, soli( nieuświadomionego lub obśmianego) dziecko wybiera snikersa, chipsy lub pizerkę.

Drugi aspekt to ceny. Nie oszukujmy się 2 litry coli kosztują tyle co szklanka soku wyciskanego czy koktajl. Sałatka owocowa, zdrowa kanapka są dużo droższe niż baton czy pączek.

Inna sprawa to osiedlowe sklepiki obok szkół. Tam jest wszystko a nawet więcej niż było kiedyś i dzieciaki latają na przerwach lub przed szkołą na zakupki;pp

Ustawa to krok milowy, ale nieprzemyślany, taki pod publiczkę przed wyborami.
Odpowiedz
Aleksandra NazarukDodano:  4 Wrzesień 2015 - 10:22
Nie mam dzieci, ale pamietam ze szkoly czym byl "naladowany" szkolny sklepik i co sie w nim kupowalo.
Dla mnie sklepik to pierwszy wazny krok ! TAK CHCEMY COS ZMIENIC !

Jednak uwazam ze rozwiazanie ze sklepikami to troche jak tabletka na bol glowy. A warto zbadac dlaczego boli ? Moze zamiast wyrzucac 4mln zl na beznadziejne referendum (na ktore pewnie pojdzie max 20%) warto wydac ta kase na edukacje dzieciakow co warto jesc i dlaczego. Mimo iz rodzic bedzie dawal na batona, swiadomosc zdrowego odzywiania i konsekwencji spowoduje, ze dzieciak wybierze zdrowa przekaska.

Drugim krokiem powinno byc uciecie nagminych zwolnien z WFu !!
Odpowiedz
Aga P.Dodano:  4 Wrzesień 2015 - 10:23
Pamiętacie, jak kiedyś w szkole były zajęcia ZPT? Na tych zetpetach robiło się kanapki, sałatki, piekło ciasteczka. Ciekawe, dlaczego teraz teraz tego się nie praktykuje? Może podczas takich zajęć można by dzieci uświadamiać i dać niektórym chociaż popróbować jak smakuje zdrowe pełnoziarniste owsiane ciasteczko, jak smakuje warzywna sałatka, a najlepiej jeszcze samemu przygotowana? A i nauczyciel musiałby się przygotować do takich "zdrowych" zajęć solidnie, bo nie podejrzewam, aby szczycił się wiedzą nt. zdrowego jedzenia :). Skoro niektóre dzieciaki nie przeszły w domu zdrowej edukacji nie wiedzą, co to jest zdrowa dieta, bez tego całego sy...u typu cola, chipsy, to może warto na poziomie podstawówki , w szkole, zacząć je edukować. Gdyby dzieciak powiedział rano tacie w sklepie, który kupuje mu colę do szkoły, że ta jest niezdrowa i wyczynia cuda z organizmem, to tata zawahałby się i pomyślał nad tym co mówi jego dziecię? Muszę pogadać o tym z panią wychowawczynią. I może Wy równiej porozmawiajcie na zebraniu. Może my możemy coś zrobić, skoro szkoła i Państwo nie chcą. W końcu to nasze dzieciaki, do cholery ....
Ależ się uniosłam :) Miłego dnia.
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 16:04
No coż, stoję po drugiej stronie i mam inne doświadczenia. Mam spory staż "tablicowy", uczę dzieciaki od 85 roku. Pracuję z maluchami. Moje dzieci pieką ciasteczka (tak, mamy w szkole przenośne piekarniki), przygotowują sałatki, kanapki, poczęstunek dla rodziców. Raz w roku mają konkurs kulinarny na zdrową potrawę- trzeba przygotować w sposób plastyczny przepis. Tłumaczę też co zdrowe, co nie (i tak "szczycę się" wiedzą nas temat zdrowego żywienia). Śniadania jadamy wspólnie całą klasą i niestety to co mają niektórzy w śniadaniówkach... Niestety nie mam wpływu na przekonanie rodziców.
AnonimowyDodano:  28 Listopad 2015 - 13:03
Ja również stoję z tej drugiej strony. To nie tak, że szkoła nie chce nic zrobić. Szkoła po prostu nie może. Staramy się wpajać dzieciom zdrowe nawyki, przeprowadzamy fajne warsztaty, bierzemy udział w różnych akcjach, np. "Śniadanie daje moc", ale tym nie zmienimy mentalności rodziców. Zgadzam się z tym, co przeczytałam wyżej - zawartość niektórych dziecięcych śniadaniówek po prostu jeży włosy na głowie! Dzieciom w klasie I śniadania przygotowują rodzice, więc to oni powinni być uświadamiani, co dla dziecka jest dobre. Ale jak słyszę "bo on nie lubi....", to aż mam ochotę zapytać: A kto przez ostatnie 6-7 lat wypracował w dziecku złe nawyki? Moje dzieci od zawsze wcinały ogromne ilości surówek, chleb piekłam i piekę sama, i naprawdę nie zarywałam nocek, żeby to dla nich zrobić. Posmarowanie kanapki kremem czekoladowym zajmuje niewiele mniej czasu niż przygotowanie surówki. ZACZNIJMY EDUKACJĘ OD RODZICÓW, a nie zwalajmy całej odpowiedzialności na szkołę, sklepiki i nie wiadomo kogo jeszcze!
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 10:44
Ja uważam to też za dobry krok, ale mam wątpliwości ponieważ starsi mogą sobie kupić coś po drodze a młodszym mogą dawać rodzice w domu jako że w szkole nie ma. I tu koło się zamykał. U mojego dziecka został zlikwidowany sklepik (gdzie oprócz słodyczy były kanapki i sałatki )już w zeszłym roku i dyrekcja tak pięknie opowiadała o zdrowiu i ustawie ze miesiąc później ustawili drugi już automat ze słodyczami. Ach ta "polska ", tylko liczyć że będzie lepiej
AnonimowyDodano:  23 Wrzesień 2015 - 2:13
Prowadziłam sklepik w szkole od 17 lat.,i zrezygnowałam z niego,powód ekonomia.
Jednocześnie prowadzę od 10 lat szkolną stołówkę.I od wejścia w życie ustawy o zdrowym żywieniu zorganizowałam mały bufecik przy stówce.Z moich obserwacji
co wynika.Dzieci i młodzież najpierw głośny bunt i dużo komentarzy typu: jak to
zabierają nam wolność i prawo wyboru tak drastycznymi zakazami.
Dzisiaj mogę stwierdzić,że bardzo dobrze się stało.Mnie jako właściciel stówki i bufetu
szkolnego ,zachęcono zmiany.I tak się stało,zamiast drożdżówek Ja i mój personel
pieczemy ciasta typu: marchewkowe ,czekolodowo-cukiniowe,buraczkowe ,jogurtowe
z różnymi owocami oczywiście według przepisów Małgosi . Poszukuję w internecie na
różnych blogach.Kanapki podajemy tylko z pieczywa żytniego i pełnoziarnistego.
Wody sprzedajemy duże i ilości,ale jadłospisu wprowadziłam również wodę z cytryną
Kasza Kus kus,jaglana gryczana jest przez dzieci akceptowana ,bo sprawdzam co zjadają .Owszem,dużo dzieci i młodzieży nie zjada surówek i dlatego często podajemy
blanszowane brokuły, warzywa na parze ale zawsze w formie dekoracji talerza i coraz
częściej dostrzegam że dekoracja również jest zjadana.
Jednak mnie martwi postawa dyrektora szkoły,który jednak dopuścił aby na szkole
znajdywały się maszyny z tak zwaną zdrową żywnością typu batoniki musli,które
mają przekroczony cukier trzykrotnie, czekolada instant i tym podobne.Myślę że edukację trzeba zacząć od dyrektorów szkół,bo okazuje się że nie do końca wiedzą co
znaczy zdrowa żywność.


AnonimowyDodano:  27 Wrzesień 2015 - 23:14
Dobra, a co z dzieciakami i młodzieżą, którzy nie mogą chleba żytniego czy pełnoziarnistego? Znam kilka osób, które po prostu źle się czują po takim pieczywie. Sama nie czuję się najlepiej, a na dodatek go nie lubię i jem pieczywo białe albo piekę coś sama. Staram się odżywiać zdrowo, warzywa, owoce, itd. Nawet nie pamiętam, kiedy coś smażyłam (piekę lub gotuję na parze).

Jak najbardziej jestem za uczeniem dzieci i młodzieży o zdrowym odżywianiu, ale pamiętajmy też, że każdy człowiek lubi co innego. Siłą nikt we mnie kaszy jaglanej nie wmusi, a gryczaną zjem tylko pod jedną postacią, zrobioną przez moją babcię.

A słodzenie miodem - a co z ludźmi na niego uczulonymi? Albo znowu - tymi, którzy go nie lubią? Mnie odrzuca sam zapach, o jedzeniu nie ma mowy.

Jak wszędzie, trzeba zachować zdrowy rozsądek i tutaj.

Odpowiedz
SkyeDodano:  4 Wrzesień 2015 - 10:55
Ja uważam, ze to dobra sprawa, a denerwują mnie w sieci komentarze ludzi, którzy się pieklą. Jeśli dorosły człowiek pisze, że np pieczywo razowe jest obrzydliwe i tylko do wyrzucenia się nadaje, to wiadomo, skąd dzieci wynoszą złe wzorce...A jak nie zaczną o tym uczyć w szkole, to dzieci nigdzie nie będą się mogły dowiedzieć nic o prawidłowym odżywianiu, bo część rodziców ma to po prostu w nosie. Wiadomo, w domu też powinna być taka edukacja, ale do wielu osób skala problemu nie dociera i uważają, ze dla dziecka batony i cola to podstawa i oczywistość.
Bawią mnie za to komentarze np licealistów, którzy żalą się, ze oni powinni móc sami o sobie decydować, bo są tacy dorośli. Ale np papierosów legalnie palić w liceum też nie można, nawet po 18 roku życia.
A sama pamiętam, ze w sklepiku w liceum pierwsze zawsze znikały świeże kanapki i sałatki. Teraz w bufecie na uczelni jest tak samo - drożdżówki idą na równi z kanapkami, a nawet zostają w tyle, nie mówiąc o tradycyjnych, normalnych obiadach, które są bardzo popularne, bardziej niż słodycze.
Mar PraticienDodano:  29 Marzec 2016 - 0:43
Wszystko fajnie, ale np. ja w szkole (gimnazjum) nie kupię sałatki (nawet jeśli by były, to pudełko kosztuje 10 zł w piekarni obok), nie jem mięsa, a kanapki tylko z szynką, to muszę kupić precla, jak zapomnę kanapki z domu. Codziennie noszę do szkoły obiad w termosie, ale jedzenie tego na przerwie też nie jest zbyt komfortowe, stołówka szkolna serwuje dania bardzo tłuste i niezdrowe. Bufet wyładowany ciastkami, batonikami i chrupkami "zdrowymi", już chyba lepiej jak były zwykłe, bo przynajmniej było jasne, że to zdrowe odżywianie nie jest.
Odpowiedz
Patryk - żywieniowiecDodano:  4 Wrzesień 2015 - 11:00
Bardzo super opisane :) Również jestem za tym, aby w sklepikach szkolnych były kanapki, owoce itp., a nie tylko same słodycze. Potem się dziwimy, że dzieci są otyłe, nie są skupione na lekcji, trudno się uczą, czy też cierpią na wiele chorób związanych z wadliwym żywieniem. A co do rodziców, szkoda gadać :) Nie dziwię się, że dzieci się źle odżywiają. Przykład idzie z góry.
Pozdrawiam !
Patryk - żywieniowiec
Autor bloga o żywieniu zbiorowym konsumentów
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 11:02
I dobrze. Niech wywala te chemię. Mój brat tylko słodycze z ulepszaczami lubi inne mu nie smakuje. Litości. Wkurza mnie ze bardziej normalne jest to sztuczne a naturalne produkty traktowane sa jak zło.
Odpowiedz
Anna DopartDodano:  4 Wrzesień 2015 - 11:04
Ja uważam to za świetny pomysł. Może właściciele sklepików ruszą głową że można sprzedawać zdrowe rzeczy i ktoś je kupi. U mnie w liceum był typowy sklepik z przed reformy, ale właścicielka się starała żeby było coś dla każdego. Wiadomo liceum to już świadomi ludzie, w tym dziewczyny dbające o linie. I wiesz co znikało pierwsze? Pełnoziarniste bułki z warzywami, jogurty naturalne z ziarnami, jabłka i mandarynki. W połowie długiej przerwy wymiatało właśnie to jedzenie, a reszta leżała, więc jak zgłodniałaś później to musiałaś ratować się 7daysem albo innymi śmieciami. Uważam że można teraz wprowadzić np. pełnoziarnistą bułkę z serek grani, albo jogurt naturalny i jabłko, a w wielu sklepikach gdzie właścicielom się nie chce można było dostać TYLKO śmieci nawet gdy ktoś chciał coś zdrowego, bo jeżeli już były robione bułki to w pszennej bułce z jakimś ohydnym sosem. Tak że zmianę popieram w 100% !
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 11:27
To prawda, nawyki żywieniowe wynosi się z domu, więc co z tego, że nie można kupić drożdżówki w szkole, skoro rodzice kupią ją przed szkołą... Ale mimo wszystko to krok w dobrą stronę. Jednak lepiej by było postawić edukację żywieniową czy dodatkową godzinę wf-u żeby rzeczywiście zadbać o dzieciaki.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 11:35
Małgosiu powiedz proszę , do kogo należy zgłosić sklepik, którego właściciel nie przestrzega nowych przepisów i sprzedaje wszystko po staremu czyli śmieciowe jedzenie.
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 15:44
Nie jestem Gosia, ale ja pomocy bym szukała w kuratorium chyba że ktoś na lepszy pomysł. btw to gdzieś się jeszcze przepisów nie przestrzega ?
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 11:48
Pomysł ogolnie dobry. Szkoda tylko, że te dzieci lub ich rodzice zaopatrzą je w te produkty w drodze do szkoły ?
Poza tym widząc obecną modę na zdrowy styl życia dziwi mnie, że Ci zdrowo odżywiający się rodzice dają swoim dzieciom co bądź, byle by zjadło ?
Małgosiu jakie słodycze jadają Twoje dzieci w tygodniu?
Odpowiedz
Anna NowackaDodano:  4 Wrzesień 2015 - 11:53
Edukacja dzieci moze jest wazna ale uważam że wiele tematów porusza się w szkole, piramida zdrowia, śniadania moc, owoce w szkole, dobre i zle nawyki. Dzieci to teoretycznie znają a praktyce wychodzi inaczej. Juz kilka lat temu w jednej ze szkol próbowałam cos zmienić, powiedzieć, ze to vo w sklepiku jest szkodliwe. (jako nauczyciel tam pracujący). Zawsze bylam ta zła, bo jestem antyreklamą. Hmmm... Prowadze z dziecmi zajęcia o zdrowym żywieniu, razem przyrządzamy proste dania, zapoznaje ich z nowymi smakami, czytamy etykiety produktów ze sklepiku lub tych przynoszonych z domu. Tłumaczę też działanie niektórych substancji. Dzieci są bardzo zainteresowane. Jednak jak widzę otyłą pięciolatkę w sklepie ktora głośno domaga się słodyczy i je dostaje i potem przed sklepem zajada się nimi też z otyłymi rodzicami, to może tu warto pomyśleć o edukacji nie dzieci tylko rodziców. Zmiana w sklepikach fajnie że jest, bo tez uważam , że jak ktoś się nastawia na wielki zysk kosztem dzieci i sprzedawania słodyczy to nie fajnie. Niech stoi w szkole automat z wodą do picia, a niech rodzic zadba o to by dziecko miało śniadaniówke z czymś zdrowym i pożywnym.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 12:03
Gosiu, czy polecasz kupić wypiekacz do chleba, czy piec w tradycyjnym piekarniku ?
Qchenne InspiracjeDodano:  4 Wrzesień 2015 - 14:03
Ja piekę w tradycyjnym piekarniku. Nie mam wypiekacza.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 12:06
Dzieci powinny wynosić z domu przyzwyczajenia żywieniowe, jeśli w domu je się słodycze tak czy siak, to dziecko i tak przyniesie je do szkoły albo kupi w pobliskim sklepie, także dla mnie ustawa bez sensu. Kolejne pozbawienie wyboru człowieka.
Odpowiedz
RzaoutlawDodano:  4 Wrzesień 2015 - 12:46
U mojego syna w szkole kazdy rodzic ma obowiazek zapakowac: Kanapke, owoc lub warzywa i wode lub mleko. Nikt nie ma z tym problemu :) wszystkie dzieci jedza razem i nikt nie narzeka :) Od swieta dostaja "poczestunek" od szkoly i wtedy sa mniej zdrowe przekaski ale nie wyobrazam sobie zeby dziecko jadlo slodycze kiedy i jakie chce :( Popieram reforme :)
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 16:20
Podoba mi się ten pomysł. w całej szkole tak jest czy tylko w tej jednej klasie? Też próbowałam, niestety moi uczniowie mają takich, a nie innych rodziców "pani nie będzie mi dyktować czym mam karmić moje dziecko". Absolutnie zabraniam chipsów i gazowanego na wycieczki, normalnie też nie noszą. Jednak śniadania no coż... mam dwóch uczniów, którzy właśnie zaczęli trzeci rok nauki, przynosząc codziennie (tak jak i w latach poprzednich) rogalik 7 days. Właśnie myślę czy nie wziąć ich pod włos i zrobić np. na razie jednego dnia pod hasłem "moje zdrowe II śniadanie" i wtedy dzieci powinny nie tylko mieć takie śniadanie, ale też wiedzieć cokolwiek na temat tego dlaczego akurat to jest zdrowe :).
RzaoutlawDodano:  5 Wrzesień 2015 - 10:27
Cala szkola :) Moze na poczatek zachecic dzieci takim zadaniem jak Pani wspomniala "zdrowe sniadanie". Rodzice sa uparci a nie zdaja sobie sprawy z tego ze im zdrowsze poslki tym mniejszy koszt lekow, mniej chorob itp...
RzaoutlawDodano:  5 Wrzesień 2015 - 10:30
Zapomnialam dodac ze szkola od siebie zabiera dzieci na wycieczki np.do zapoznania sie z krowami (mala farma krow) i do rolnikow....dzieci wracaja po schrupaniu wlasnorecznie zerwanej marchewki lub wypiciu mleczka (wycieczka zorganizowana przez dyrekcje i rolnikow/farmerow)
EllaCantoDodano:  8 Wrzesień 2015 - 7:22
Taka szkoła jest w Polsce? Jeśli tak, to super sprawa!

Myślę, że dobrym sposobem byłoby poprowadzenie takiej lekcji o zdrowym II śniadaniu, ale jednocześnie z połączeniem z ciekawym wyglądem jedzenia, które zachęcałoby do pałaszowania zdrowych przekąsek :) Np. rzodkiewki-myszki, kanapki-łódki i inne tego typu rzeczy. Najlepiej, jakby wyzwolić w dzieciach delikatną "rywalizację" - kto przyniesie lepszy posiłek, zdrowszy. Może wtedy pod presją rówieśników inne dzieci bardziej by się ugięły. Ale nie jestem pedagogiem ani rodzicem, nie wiem, czy byłoby to poprawne pod względem wychowawczym :)
Mar PraticienDodano:  29 Marzec 2016 - 0:50
A mi się to nie podoba. Co prawda jestem w gimnazjum, a to (prawdopodobnie) podstawówka, ale i tak widzę wyraźne luki. Moja mama jest nauczycielką i zawsze miała lekcje na 7:30, ja za to - 8, 9... Nie ma i nie miała czasu na przygotowywanie mi jedzenia, poza tym do szkoły dojeżdżam i "zaspania" są na porządku dziennym, więc i tak bym tego śniadania nie brała.
Odpowiedz
patiDodano:  4 Wrzesień 2015 - 12:48
z tego co wiem to u nas bez zmian- sklepik nie znajduje się na terenie szkoły tylko tuż przed jej budynkiem, więc jego już zmiany nie obowiązują?!
Odpowiedz
Joanna RzeplińskaDodano:  4 Wrzesień 2015 - 12:50
Moim zdaniem fantastyczne zmiany. Mojej córce od momentu gdy nie chciała już uczęszczać na zajęcia taneczne przytyło się. Chcę ją wyciągnąć na rower - nie dziś, na rolki - nie dziś. Nie wiem już jak mam ją zachęcać do zwiększenia aktywności fizycznej. Wiem że podjadała z koleżankami to co było w sklepiku, pomimo moich uwag, że mnóstwo chemii i cukru. Dostawała ode mnie lunch boxy z owocami. Dzisiaj dostała po raz kolejny - sałatkę makaronową z bazylią i sałatą. Przedwczoraj koleżanki podjadały jej i też im bardzo smakowało. Na przyszły tydzień upiekę mufinek z bazylią :).
Uważam, że jeśli nie udaje się nam uzyskać efektu poprzez kampanie społeczne, to trzeba próbować prawnych rozwiązań. Wiem, że znajdą się rodzice, którzy nakupują słodyczy w Biedronce na cały tydzień, ale myślę, że inna cześć zacznie kombinować, co tu dobrego dać dziecku do jedzenia, bo już nie będzie wymówki, że można dać 5-10 zł i niech sobie kupi, część zastanowi się nad ideą wprowadzenia przepisów. Nie będzie już tłumaczenia, że inni jedzą. Jestem na TAK!!!
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 13:32
Jak najbardziej jestem za. Ćwiczę parę razy w tygodniu, jestem po 40. Ćwiczę z paniami po 60, które mają lepszą kondycję i figurę niż 20-latki. To efekt śmieciowego żarcia, komputerów i konsumpcyjnego nastawienia do życia. To przerażające jak wiele jest obecnie otyłych młodych dziewczyn!!! Czy nie zależy im na tym jak wyglądają? Brzydzą się wysiłku?
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 13:35
Moje zdanie jest mieszane. Moje dziecko zabiera ze sobą owoce, warzywa i kanapkę z ciemnego pieczywa. Dzieci z klasy na początku patrzyły jak na dziwoląga,kiedy syn jadł ogórka zawiniętego w plaster szynki i przegryzał to papryką. Nie robiliśmy zakupów w sklepiku, no poza gumkami takimi kolorowymi do robienia bransoletek ;-) Mam mieszane uczucia, bo obserwuję innych rodziców. Kiedyś widziałam, jak mama kolegi od syna z klasy poszła do pobliskiego sklepu bo sklepik był zamknięty i przyniosła torbę słodkich bułek, duży napój kubuś i coś tam jeszcze. Moim zdaniem to nie sklepik był problemem, bo w naszym batonów, cukierków i chipsów nie było, taka jak napoi gazowanych. Problem jest po stronie rodziców, którym się zrobić sniadania dzieciom po prostu nie chce..
Na koniec dodam ciekawostkę: według tej ustawy zupki w proszku spełniają kryteria ilości soli ....
wszystkich czytających serdecznie pozdrawiam
Ewa K.
Odpowiedz
Joanna KrawczykDodano:  4 Wrzesień 2015 - 13:44
Ja się bardzo cieszę ze zmian w przepisach. Ciężko mają dzieci już uczęszczające, ale dla obecnych pierwszaków w późniejszych latach będzie to norma. Wytyczne dla żywienia dzieci są faktycznie dziwne... obiady bez soli...? Sama w domu używam soli himalajskiej i morskiej. Problemem raczej jest jej ilość. Ja nie lubię słonych rzeczy i nie dodaję dużo soli. Fruktoza tak, a ksylitol nie...? Dlaczego? Fruktoza to zło. Podejrzewam, że hurtownie będą musiały znacznie wymienić asortyment.
---
Jeśli chodzi o słodkie w domu... ja też limituję i kupuję tylko słodycze "dobre". Czytam etykiety, zamawiam na internecie lizaki z ksylitolu i inne rzeczy, czekolada tylko 70% i powyżej... ale jak gdzieś idziemy i dzieciaki dorwią coś "zwykłego" słodkiego to pożerają w tempie rakietowym. Jak im ktoś coś przywiezie to pochłaniają, zwłaszcza młodszy (paczka żelków haribo na raz i tylko patrzy żeby mu ktoś nie zabrał). Raz na jakiś czas pozwalam, ale większość otrzymanego słodkiego zabieram, czekam aż zapomną i wywalam do kosza :P
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 14:46
Bardzo kontrowersyjny temat. Ja również uważam, że nawyki żywieniowe wynosi się z domu. Co więcej za otyłość dzieci odpowiedzialni są rodzice a nie pani ze szkolnego sklepiku. Jestem dzieckiem wczesnych lat '80 gdzie w szkołach były jedynie batoniki, słodkie bułki i oranżady we wszystkich kolorach tęczy. Jadłam je i ja, i moje koleżanki i koledzy, żadne z nich nie było grube (do momentu aż rozpoczęło dorosłe życie). Ale może to zasługa tego, że w piłkę grałam na boisku a nie na Play Station :) Pozdrawiam i gratuluję bloga.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 15:03
U mojej córki w szkole w sklepiku teraz tylko zdrowe pełnoziarniste kanapki, soki jednodniowe i woda. Owoce i warzywka.
Nawet automat z kawą został zlikwidowany.
Szkoda tylko ze na zebraniu wychowawczyni nie poruszyła tego tematu:((
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 15:04
A co do zwolnień z zajęć w-f to też się trochę zmieniło. Teraz lekarz musi konkretnie napisać z jakich ćwiczeń dziecko jest zwolnione.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 15:46
Wiem,że nie na temat,ale chciałam zapytać czy i w jakiej dawce mogę przyjmować chlorek magnezu. Słyszałam że poprawia samopoczucie i dodaje energii.
Odpowiedz
agpelaDodano:  4 Wrzesień 2015 - 16:00
Jak najbardziej jestem za! A co ważne, za jest też mój syn-licealista. A dlaczego? A dlatego, że zasady zdrowego odżywiania ma stosowane w domu! Dla nas to żadne novum, żadne hip hip hura, tylko codzienność :) Pewnie, że najłatwiej dać dziecku 2 złote w kieszeń i powiedzieć "kup sobie drożdżówkę w sklepiku", zrobienie domowej, zdrowej kanapki dla niektórych jest zbyt pracochłonne... A szkoda.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 16:25
No i co z tego, ze nie ma słodyczy w sklepikach szkolnych. Jeśli rodzic pozwalał dziecku kupować słodycze, czipsy itp. w sklepiku, to jaki będzie dla niego problem dać to dziecku jako drugie śniadanie? Tu trzeba zmieniać mentalność i rodziców i dzieci, ale szczególnie rodziców, bo to od nich wszystko zależy - co dziecko będzie jadło, czy będzie się ruszało. Jeśli rodzice nie będą przekonani do ruchu i dobrego odżywiania, to żadna ustawa tego nie załatwi.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 18:14
Kurczę Gosiu bo już się pogubiłam wiem że nie można jeść po 14 (po południu) owoców ale dlaczego to już nie wiem ?
Qchenne InspiracjeDodano:  4 Wrzesień 2015 - 21:08
Jeśli ćwiczymy wieczorem to owoce możemy jeść nawet o 18-tej czy dalej.
AnonimowyDodano:  5 Wrzesień 2015 - 8:20
ok, ale jeśli załóżmy ćwiczę rano albo w ogóle danego dnia to DLACZEGO nie można zjeść później tych owoców ?
Qchenne InspiracjeDodano:  7 Wrzesień 2015 - 8:34
Owoce to cukry proste, łatwo przyswajalne. Jeśli ćwiczysz to są uzasadnione, jeśli nie ćwiczysz to pójdą Ci w tyłek. ;)
Odpowiedz
Zdrowa MamaDodano:  4 Wrzesień 2015 - 18:54
Ciekawy wpis. Ci z nas którzy są rodzicami, wiedzą, że menu w szkolnych sklepikach to nie wszystko, dziecko jest uparte i jeżeli go się nie przekona do tego, że warto zainteresować się zdrowym odżywianiem to nic z tego, jak z drodze do domu sobie "odbije" gigapaką chipsów :)
Odpowiedz
ChocoMonsterDodano:  4 Wrzesień 2015 - 19:03
Jak dla mnie strzał w dziesiątkę ! Oby tak dalej i oby w ludziach przede wszystkim zmieniała się mentalność, bo jak rodzice jej nie zmienią to niestety w kwestii otyłości nadal będzie to samo
Odpowiedz
Joanna StósDodano:  4 Wrzesień 2015 - 20:40
No i tak powinno być :) zmiany zdecydowanie na lepsze, konieczne jest podejmowanie krokow w celu zwalczania prężnie rozwijającej się generacji otyłych dzieci- "hamburgerów", a później dziwić się, że tyle otyłych osób, które co najzabawniejsze- dalej pochłaniają (bo odżywianiem się tego nie można nazwać) fast foody i innego typu śmieciowe jedzenie. Nie rozumiem w ogóle rodziców, którzy przesadnie pozwalają się faszerować dzieciom tą chemią...
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 20:41
Pytanie trochę odbiegające od tematu. chciałabym schudnąć ale przyglądając się swojemu jadlospisowi przez parę dni zauważyłam że jem za mało (srednio 1000kcal) a nie za dużo, więc obcinanie kalorii nie jest dla mnie. Mam więc przejść na twoje jadłospisy? Nie przytyje jeśli zwiększenie tak kaloryczność? Nie mam nadwagi, ale moja waga jest blisko górnej granicy. pozdrawiam :)
Qchenne InspiracjeDodano:  4 Wrzesień 2015 - 21:16
U Ciebie liczyć się będą proporcje diety aby ruszyć metabolizm.
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 21:51
Małgosiu masz na myśli ilosc białka, węglowodanów i tłuszczów czy chodzi o coś innego?
Qchenne InspiracjeDodano:  5 Wrzesień 2015 - 8:15
Tak. Ale też zawartości warzyw i owoców.
Odpowiedz
NikojtaDodano:  4 Wrzesień 2015 - 20:52
Moje zdanie jako ucznnicy 3 gimnazjum którq jest świadkiem całego przed i po rewolucji jest pozytywne. Ciesze sie że żaden 3 bit nie będzie mnie kusił tylko zdrowsze alternatywy. Jednak jak zwykle pomysł dobry, wykonanie... Pozostawia wiele do życzenia. U nas w sklepiku jedyne co można teraz kupić to kanapki z ciemnym chlebem (które i tak były wcześniej doatępne i były bardzo chętnie jedzone przezemnie i przezrówieśników) wafelki wedel za 5 zł co jest głupotą, wafelki kukurydziane (hit! Wszedzie widze uczniąw z wielkimi pakami wafli po 1,50) owsianke (jeszcze nie jadłam i nie iwidziałam żeby ktoś to jadł) soczki leon, wode i jeszcze kilka wafelków i innych tego typu rzeczy. To co sprzedają to jest żart. Cała szkoła przez cały rok na wafelkach kukurydzianych nie wyrobi ;-;.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 21:04
Popieram jak najbardziej.Nawet w stołówkach szkolnych nie wolno słodzić potraw cukrem i dawać dzieciom na II śniadanie pszennych bułek,drożdżówek etc.Jedynie razowe,warzywa itd.
Odpowiedz
IwonaDodano:  4 Wrzesień 2015 - 21:22
W szkole do której teraz chodzi moja 11-;letnia siostra nie raz były spotkania dietetyka z rodzicami i pogadanki na temat odżywiania dzieci. Ale do rodziców można gadać jak grochem o ścianę. Niby wysłuchają, pokiwają głowami, a potem do sklepu po chipsy dla swojej pociechy... Po co rano robić kanapkę skoro można wyjść 5 minut wcześniej i kupić w piekarni drożdżówkę? Swoją drogą, zrobienie tej kanapki trwałoby krócej.
W moim domu żywienie siostry polega wyłącznie na słodkościach. Do szkoły drożdżówki, kołaczyki i jakieś batony, po powrocie trzeba koniecznie braki cukru uzupełnić nutellą, na deserek chipsy a kolacyjną zupkę chińską najlepiej zagryźć kilkoma cukierkami.
Jeśli dziecko z domu nie wyniesie zdrowych nawyków to szkoła nic mnie wskóra. Nie rozumiem tego wszystkiego. Kiedyś fakt, nie było takiej wiedzy na ten temat. Ale teraz? Wszędzie o tym trąbią a rodzice mają to w czterech literkach. Nie wiem czy to lenistwo, głupota czy co? Przecież kochając swoje dziecko powinno im zależeć na ich zdrowiu...
Odpowiedz
KruczekDodano:  4 Wrzesień 2015 - 22:33
Jeśli chodzi o sklepiki, ja sobie od razu myślę, co czują dzieci? Jeśli sklepiki zostaną, to ok, fajnie, że ze zdrowymi rzeczami, ale nie chciałabym, zeby całkiem zniknęły. Sklepik to nie tylko śmieciowe jedzenie, to źródło życia towarzyskiego, miła pani, która porozmawia z dzieckiem, okazja do nauki gospodarowania pieniędzmi, do podejmowania samodzielnych decyzji, wyborów. Moja córka w tamtym roku szkolnym 2 razy w tygodniu dostawała od nas drobne na sklepik i była uszczęśliwiona, bo dla takich maluchów wyjście do sklepiku to frajda, zabawa, jakaś atrakcja w życiu szkolnym:) Przy okazji dostawała często pochwałę od wychowawczyni za mądre zakupy, co ją cieszyło. Zakazy są zawsze niedobre, nie chodzi, żeby zabraniać, tylko wychowywać świadomie mądrych ludzi, którzy sami umieją wybrać, co chcą zjeść.
AnonimowyDodano:  6 Wrzesień 2015 - 9:03
Nikomu nie zależy na zamykaniu sklepików. Sklepiki mają być po prostu odpowiednio wyposażone. Tylko przedsiębiorcy robią z tego problem, bo boją się zmian. Za jakiś czas wprowadzone zmiany nie będą nikogo dziwić i już nikt nie będzie się nad tym zastanawiać.
Odpowiedz
AnonimowyDodano:  4 Wrzesień 2015 - 23:05
Ja mam 16 lat i mimo, że słodycze jem raz w tygodniu i problem sklepików szkolnych mnie nie dotyczy, to nie jestem przekonana co do owej ustawy. Co z tego, że w sklepikach nie ma słodyczy, jeżeli moi znajomi przed lekcjami, na przerwie albo na wolnej godzinie idą wyskoczyć po coś słodkiego ? Młodsze dzieci, mimo że w szkole niby nie mają dostępu do słodyczy, to przynoszą je z domu, kupują przed lekcjami lub po zajęciach. Sami nauczyciele narzekają na te zmiany i szczerze mówiąc nie usłyszałam żadnych pozytywnych słów na ich temat z ich ust...Zasady dotyczące zdrowego odżywiania wynosi się z domu, w szkole można o tym mówić i mówić a to i tak nic nie da, sama wiem na swoim przykładzie. Niby wiedziałam co jest zdrowe a co nie, a i tak wybierałam tą gorszą opcję. Dopiero zmieniłam swe nawyki żywieniowe, gdy postanowiłam zgubić co nieco. Cel został osiągnięty, a zdrowo nadal się odżywiam i przestać nie zamierzam.
AnonimowyDodano:  5 Wrzesień 2015 - 15:28
Szkoda tylko, że potrzeba tej ochoty na "zgubienie co nieco" bądź jakiś chorób, aby uzmysłowić sobie jak takie jedzenie wpływa na człowieka. Czasami niestety może być trochę za późno.
Odpowiedz
JustysmykDodano:  4 Wrzesień 2015 - 23:44
Małgosiu ja troszkę nie w temacie... W różnych postach pisałaś o różnych suplementach diety, między innymi o takich co wspomagają odporność. Czy z okazji zbliżającej się jesieni i sezonu przeziębień można liczyć na post o naturalnych "wspomagaczach" odporności? ;-)
Qchenne InspiracjeDodano:  5 Wrzesień 2015 - 8:16
Tak
JustysmykDodano:  5 Wrzesień 2015 - 10:22
Super, dziekuje :-)
Odpowiedz
Kasiass sDodano:  5 Wrzesień 2015 - 10:56
Pomysł jest dobry tylko żeby sklepiki się dostosowały w odpowiedni sposób. Zabrali drożdżówki, więc bułki u nas się kończą po 2 lekcji, a kiedyś wystarczały do 4. I ja np. wybierałam słodsze drożdżówki jeśli już coś w ogóle kupowałam, bo były tańsze po prostu, więc przedział cenowy też mógłby być zróżnicowany
Odpowiedz
Oferty
img1
ZAMÓW DIETĘ INDYWIDUALNĄ
ZAMÓW
img1
TESTY NA NIETOLERANCJE POKARMOWE
wraz ze szczegółową interpretacją
ZAMÓW
img1
MOJA KSIĄŻKA
165 przepisów, dzięki którym pokochasz gotowanie
oraz porady żywieniowe
ZAMÓW
img1
GOTOWE JADŁOSPISY NA CAŁY ROK
CZYTAJ WIĘCEJ
Facebook
O mnie
USER IMG
Małgosia
Qchenne Inspiracje
Prywatnie: mężatka, mama dwójki dzieci.
Zawodowo: dietetyk, doradca żywieniowy, specjalizujący się w dietoterapii i racjonalnej redukcji masy ciała bez efektu jojo.
JESTEŚ TYM, CO JESZ - w to wierzę i to promuję!
Kluczem do zdrowia i szczupłej sylwetki jest właściwe odżywianie (70%) i aktywny tryb życia (30%) . Udowadniam, że zdrowe jedzenie to smaczne jedzenie, a odżywiając się według określonych reguł i ruszając się na co dzień, nie będziemy mieli kłopotów z wagą. Właściwie dopasowane odżywianie (dieta) to także najlepsze lekarstwo w chorobach współczesnej cywilizacji.
Szukasz pomysłu na prezent?
 
KUP KSIĄŻKĘ