
Pokolenie kostki rosołowej
W szkole moje córki Panie kucharki otwarcie przyznały, że zupy gotują na kostkach rosołowych, a do dań sypią glutaminian sodu, bo inaczej ugotować nie potrafią.
Na pęczku włoszczyzny, dziecięciu litrów zupy nie da się ugotować, nie miejmy złudzeń, ale argument, że nie umiem bez kostki do mnie nie przemawia, bo niby dlaczego moja babcia potrafiła bez kostki, a Pani kucharka dziś nie umie?
Co się takiego stało na przestrzeni lat, że nie potrafimy dziś ugotować dania bez "dopalacza" ?Na początek zerknijmy co siedzi w kostkach bulionowych, i czy rzeczywiście nadają się do jedzenia, tym bardziej do jedzenia dla dzieci ?
Na pierwszym miejscu woda i sól. Dalej mające za zadanie wzmocnić smak i zapach glutaminian sodu i rybonukleotydy: inozynian sodu i guanylan sodu. Następnie zagęstniki (guma ksantanowa i mączka chleba świętojańskiego), aromaty, tłuszcze roślinne i zwierzęce, maltodekstryny (enzymatyczne hydrolizaty skrobiowe) i inne zadziwiające składniki. Na końcu listy śladowe ilości mięsa i warzyw.
W składzie bulionetki wołowej (zdjęcie powyżej) jest aż 2,5 % ekstraktu wołowego, co w porównaniu z bulionem drobiowym (tego samego producenta) w którym mięsa kurzego mamy aż 0,4 % jest wynikiem zaskakującym. Na samym dole bulion drobiowy innego producenta. Suszone mięso drobiowe 0,1 %. Przypomina Wam to klasyczny domowy rosół, czy warzywny bulion ?
Każda substancja dodawana do żywności musi posiadać ocenę Komitetu Ekspertów FAO/WHO ds. Dodatków do Żywności (JECFA - The Joint FAO/WHO Expert Commitee on Food Additives). Na podstawie wydanej opinii, dla każdej substancji zostaje ustalony wskaźnik ADI (Acceptable Daily Intake) czyli akceptowane dzienne pobranie. ADI - jest to ilość substancji wyrażona w mg/kg masy ciała człowieka, która pobierana codziennie w ciągu całego życia z pożywieniem i z innych źródeł nie okaże się według wszelkiego prawdopodobieństwa i obecnego stanu wiedzy szkodliwa dla zdrowia.
Ale !!!!!!
Badane są pojedyncze substancje, a nie ich połączenia. Co się dzieje w organizmie przy połączeniu substancji a + b + c ? Tego się nie bada !
Glutaminian sodu (E621) może powodować bóle i zawroty głowy, nadmierna potliwość, czy uczucie niepokoju. Rybonukleotydy disodowe (E635) mogą zaś powodować zmiany skórne, nadpobudliwość, wahania nastroju. Jak działają w połączeniu ze sobą, czy innymi substancjami "E" ? Tego nie wiadomo. A przecież żywność zawierająca dodatki "E" to nie tylko kostki bulionowe. Czy można je powiązać z naszymi codziennymi dolegliwościami? Moim zdaniem tak.
Dlaczego odeszliśmy od gotowania zup, czy sosów na przygotowanych tradycyjnie bulionach?
Tradycyjny, domowy rosół na świeżym mięsie, aromatycznych świeżych warzywach, z dodatkiem ziół i opalonej nad ogniem cebulki, gotowany powolutku, bez pospiechu, jest bezkonkurencyjny. Gotuje się sam. Nie trzeba wokół niego chodzić. Jedyną pracą jaką musimy wykonać, to przygotowanie składników i pilnowanie, aby nie bulgotał.
Przepis na bulion znajdziecie Tu (klik)
Bulion na bazie samych warzyw gotuje się dokładnie tak samo, jak tradycyjny rosół, a rodzaj dodanych warzyw, czy innych dodatków (np. grzyby, imbir, owoce morza) decyduje o finalnym smaku bulionu.
Gotując bulion warzywny musimy o połowę zwiększyć ilość warzyw w porównaniu z bulionem mięsnym.
Ja od dłuższego czasu nie używam kostek bulionowych, a ich smak w potrawie zawsze wyczuję, także po zapachu. Jem tylko prawdziwe jedzenie, a kostki rosołowe z dodatkami "E" prawdziwym jedzeniem nazwać niestety nie można. Wystarczy spojrzeć na skład. Składniki tam tam zawarte, same w sobie, pojedynczo, nie są produktem spożywczym, nadającym się do jedzenia.
Przygotowane w domu buliony, zarówno mięsny, jak i warzywny, możemy mrozić. Ja używam do tego pojemników po dużych jogurtach (330 ml). Taka ilość sprawdzi się jako baza do sosów. Mam go zawsze na czarną godzinę w zamrażarce.
W ciągu tygodnia warzywny bulion gotuję dwa razy (małe ilości), aby mieć zawsze w lodówce, jako bazę do sosów. Na zupę gotuję świeży.
Zachęcam do porzucenia nałogu stosowania kostek rosołowych, i powrotu do natury. Do przygotowywania dań na naturalnych wywarach. Zwłaszcza, jeśli danie mają jeść dzieci. Nie faszerujmy najmłodszych chemią. To nigdy nie pozostaje bez wpływu na zdrowie.
W poście wykorzystałam informacje zawarte na stronach Instytutu Żywności i Żywienia