Czy warto kupować żywność BIO? Warzywa i owoce.

Kochani dziś poruszę kwestię o którą jestem pytana bardzo często zarówno przez moich pacjentów, jak i czytelników poprzez komentarze na blogu, wiadomości mailowe czy media społecznościowe (instagram i facebook). Czy warto kupować żywność bio? Czy ma ona więcej wartości, niż ta produkowana przemysłowo do wielkich marketów? Czy warta jest swojej często kilkukrotnie wyższej ceny?
Dziś warzywa i owoce.

Zanim powiem czy warto czy nie i co warto a co nie, określmy jasno i stanowczo, że żywność ekologiczna to żywność certyfikowana, oznaczona na opakowaniu jako BIO, ECO lub OGRANIC. Wówczas na opakowaniu produktu znajdziemy potwierdzający certyfikację zielony listek utworzony z dwunastu gwiazdek.
Jeśli więc na szyldzie Twojego ulubionego sklepu widnieje napis „Zdrowa Żywność” to sprzedawane tam produkty z żywnością ekologiczną mogą nie mieć wiele wspólnego. Mogą, ale nie muszą. To kwestia uczciwości sprzedawcy co tam sprzedaje i jak dobiera dostawców, ale jeśli sprzedawana tam żywność nie ma certyfikatu to znów jest to kwestia uczciwości i zaufania. Osobiście byłabym ostrożna. Owszem, warzywa do tego sklepu może dostarczać zaprzyjaźniony z właścicielką rolni który produkuje w sposób tradycyjny, „jak dla siebie”. Tego jednak nie wiemy, choć możemy zapytać. Wracamy znów do kwestii zaufania.    

Żywność ekologiczna certyfikowana - takie są fakty

Gospodarstwo produkujące w sposób naturalny, zgodnie z procesami które w naturalny sposób zachodzą w ekosystemach czyli mówiąc wprost, w sposób tradycyjny, etyczny, z poszanowaniem naturalnych zasobów etc. mogą starać się o uzyskanie stosownego, potwierdzającego ten fakt certyfikatu.
Po co?
To proste. Pan Kazik sprzedaje swoje wyroby na targowisku w małym miasteczku. Zna go pani Stasia, pani Wiesia i inne miłe panie. Znają go od lat, wiedzą że produkuje „jak dla siebie” więc kupują od niego i polecają wszystkim znajomym. Mający alergię wnuczek Pani Wiesi może bezpiecznie jeść warzywa od Pana Kazika, podczas gdy po tych "miastowych" z supermarketu od razu dostaje wysypki na całym ciele. Panu Kazikowi certyfikat potrzeby do szczęścia nie jest bo ma swoich stałych odbiorców, ale gdyby w którymś momencie zechciał on wstawiać swoje wyroby gdzieś do sklepu, to dobrze by było aby w łatwy sposób można je było odróżnić od reszty. Tak aby nikt nie miał wątpliwości że ta marchewka jest Kazikowa, a tamta nie. I tu wracamy do sensu certyfikacji czyli potrzeby identyfikacji. Aby nasz Pan Kazik mógł takowy certyfikat otrzymać i szczycić się zielonym listkiem, będzie musiał wdrożyć wszystkie konieczne procedury i pozytywnie przejść kontrolę. Dotyczy ona wszystkich etapów produkcji.

Wymogi prawne regulujące ekologiczną produkcję w Unii Europejskiej są ustanowione w rozporządzeniach, obowiązujących w całości i bezpośrednio w każdym państwie członkowskim UE. Są to:

System organizacyjny rolnictwa ekologicznego w Polsce reguluje ustawa z dnia 25 czerwca 2009 r. o rolnictwie ekologicznym (Dz.U. nr 116 poz. 975).

Od znajomego wiem że uzyskanie takiego certyfikatu nie jest proste, a i kontrole są bardzo często. Możecie zacząć węszyć tu spisek i powiedzieć, że są albo nie ma. Na pewno żywność ekologiczna kontrolowana jest częściej niż przemysłowa. 

Ekologiczna, przemysłowa, swojska,

Produkcję żywności możemy podzielić na trzy grupy. Ekologiczną certyfikowaną, przemysłową i „swojską” czyli taką którą produkujemy sami w ogródku, lub kupujemy do Pana Kazika. 
Żywność ekologiczna jest bezpieczniejsza od tej produkowanej na masową skalę. Mówię tu o pozostałościach środków ochrony roślin, a nie o wartościach odżywczych bo różne badania wielokrotnie pokazały że zawartość witamin i składników mineralnych różni się tak nieznacznie, że tą kwestią nie ma co zawracać sobie głowy. Wracając do produkcji, producenci muszą stosować się do narzuconych im wymogów. Są częściej kontrolowani. Owszem, mogą okazać się nieuczciwi. Możecie być podejrzliwi, ale myślicie że warto ryzykować skreślenie z listy producentów ekologicznych (to kasowy rynek) jeśli jest się na rynku kilka lat? Myślę, wierzę, chcę wierzyć że nie warto i że producent też tak uważa.
Spotkaliście się też pewnie wielokrotnie z określeniem że warzywa i owoce produkowane na masową skalę są masakrycznie skażone pestycydami czy innymi środkami ochrony roślin? Że prawie świecą.
Osobiście za każdym razem jak słyszę taki tekst to dostaję mdłości (o tym że sami ukręciliśmy sobie bat na własny tyłek żądając w temacie żywności często niemożliwego będę niebawem pisała).
Stosowanie środków ochrony roślin jest ściśle określone prawem. Co lać czy sypnąć, w jakiej ilości, kiedy, w jakim odstępie od zbiorów etc. Jeśli rolnik stosuje te preparaty zgodnie z zaleceniami nic nam nie grozi ale też tzw. bufory bezpieczeństwa są bardzo szerokie co oznacza że przekroczenie normy nie jest równoznaczne z osiągnięciem poziomu toksyczności. Pozostałości środków ochrony roślin pozbywamy się także porządnie myjąc warzywa i owoce w ciepłej wodzie oraz obierając ze skórki. Fakt, pod skórką znajduje się najwięcej witamin, no ale coś za coś.    

Cena

Podejmując decyzję czy kupić żywność bio, eko, organic czy zwykłą makretową nie możemy nie poruszyć kwestii ceny, zwłaszcza że nie są to różnice marginalne. Żywność certyfikowana jest bowiem często dwa, trzy czy nawet cztery razy droższa. Jeśli rodzina jest czteroosobowa, koszty wzrastają ogromnie.

Czy BIO to 100% natura?
Jaką podjąć decyzję? Kupować czy nie? 

Teraz Was zaskoczę. Nieprawdą jest że w rolnictwie ekologicznym nie stosuje się środków ochrony roślin, a jedynie nawozi obornikiem czy inną naturą. Stosuje się tzw "chemię", ale są to środki innego typu, choć także pestycydy (są różne ich rodzaje) a dopuszczalne ilości są tak samo jak w przypadku upraw przemysłowych regulowane czyli co, ile i kiedy. Jeśli więc wydawało Wam się, że bio, eco czy organic to 100% natura, cóż, muszę Was rozczarować. 100% natura to może być we własnym ogródku choć jeśli go macie to wiecie że na grzyba trzeba prysnąć czy inną zarazę. Wiem bo moi rodzice mają ogródek.

Jeśli nie masz swojego ogródka, zaprzyjaźnionego i zaufanego Pana Kazika na bazarku, a stać Cię na kupowanie warzyw i owoców z upraw certyfikowanych, sprawa jest prosta i w tym momencie możesz nie czytać dalej. Jeśli jednak zakup tego typu żywności mocno nadszarpnie Twój domowy budżet i sprawi że będziesz musiała odmówić sobie i swojej rodzinie wielu rzeczy, bez wyrzutów sumienia daj sobie spokój i nie walcz z czymś na co nie masz wpływu.
Warzywa i owoce to bogactwo witamin, mikro makroelementów, przeciwutleniaczy czy błonnika. Ich spożycie opóźnia procesy starzenia komórek, działa przeciwzapalnie, usprawnia pracę przewodu pokarmowego, zapobiega zaparciom co z kolei zmniejsza ryzyko nowotworu jelita grubego, wspomaga pracę serca i układu krążenia oraz działa neuroprotekcyjnie. To są fakty.
Jeśli do tego porządnie myjesz warzywa i owoce przed spożyciem, oraz obierasz je ze skórki to możesz spać spokojnie.
Jeśli sąsiadka czy koleżanka w pracy powie Ci że wszystko teraz szkodzi i najlepiej to żywić się energią kosmiczną to wiedz że:

Zawarte w warzywach i owocach o barwie żółtej, czerwonej i pomarańczowej karotenoidy to silne przeciwutleniacze nadające roślinom charakterystyczną barwę (najbardziej znane barwniki - a jest prawie 600 - to min. beta-karoten, likopen, luteina, alfa-karoten, kryptoksantyna).
Utleniamy się nieustannie każdego dnia, promieniowanie UV ale też zła dieta, nadużywanie leków, zanieczyszczone powietrze czy stres powodują powstawanie wolnych rodników. Wolny rodnik to niesparowany atom tlenu, który niszczy na swojej drodze wszystko co napotka. Aby znaleźć sobie parę, niszczy organelle komórkowe, doprowadza albo do obumarcia komórki, albo jej niewłaściwego przekształcenia.  Duża ilość wolnych rodników jest w stanie zaatakować nasze DNA zmieniając strukturę kodu genetycznego i doprowadzając do mutacji. Zmutowane komórki mnożą się w niekontrolowany sposób, a namnażanie się komórek bez kontroli to prosta droga do rozwoju nowotworu.
Wolne rodniki uszkadzają także lipidy naskórka oraz włókna kolagenu i elastyny przyspieszając starzenie się skóry, uszkadzają ściany naczyń krwionośnych (do tych uszkodzeń przykleja się sacharoza, wapń i cholesterol tworząc blaszkę miażdżycową), nasilają łuszczycę, egzemy i inne problemy skórne, wrzody, problemy z układem pokarmowym, zwyrodnienia stawów i szereg innych chorób właśnie dlatego że uszkadzają komórki.
Jeśli więc chcemy na długo zachować zdrowie i młodość koniecznie należy wprowadzić do diety warzywa i owoce bogate w działające przeciwutleniająco karotenoidy.  Co istotne, karotenoidy nie tracą swoich przeciwutleniających właściwości podczas gotowania.
Warzywa i owoce obfitujące w  karotenoidy to te o barwie żółtej, czerwonej i pomarańczowej.
Znajdziemy je w:

Przeciwutleniacze:

W warzywach i owocach o różnej barwie znajdziemy także min.

1)  chlorofil (tylko w zielonych), który:

2) asparaginę, która: 

3) Błonnikktóry :

4) Witaminy z grupy B kluczowe dla sprawnego funkcjonowania układu nerwowego, sercowo - naczyniowego i ogólnie całego organizmu. Wśród nich:

5) Działające przeciwnowotworowo silne antyoksydanty, witaminę C i witaminę E.

6) Żelazo, którego wchłanialność poprawia obecność witaminy C (patrz punkt 5).

7) Wapń  - kluczowy, jeśli chodzi o mocne kości, zęby i prawidłową krzepliwość krwi.

8) Potas - kluczowy w gospodarce wodno - elektrolitowej oraz do prawidłowej pracy mięśni, mózgu i całego układu nerwowego.

9) Glutation - rodzaj białka składającego się z trzech aminokwasów posiadających zdolność wiązania toksyn. Cysteiny, kwasu glutaminowego i glicyny. Glutation działa przeciwnowotworowo, zapobiega mutacji genów i wspomaga proces regeneracji wątroby.

10) Inulina - naturalny prebiotyk. Stymuluje wzrost bakterii acidofilnych. Genialnie działa na układ pokarmowy.

Można by wyliczać i wyliczać. Korzyści przeważają nad ewentualnymi marginalnymi stratami, a rezygnacja z warzyw i owoców w obawie przed pestycydami jest niedorzecznością. Co będziesz jeść w zamian? Mięso, nabiał, chleb, same makarony? Jeśli głębiej poszperamy, i tam coś znajdziemy.

BIO nie zawsze zdrowe. Czytaj etykiety gotowych produktów!

Kupując bio też trzeba uważać. Nie mówię o surowej marchewce czy jabłku, ale o gotowym produkcie. Czytaj etykiety. Jeśli kupujesz dżem z napisem BIO, sprawdź ile owoców zawiera w składzie. Mogą to być bio truskawki, ale jeśli będzie ich 35 gramów na 100 gramów produktu (jak w większości) to ze zdrowiem nie ma to wiele wspólnego. Wie o tym każdy kto kiedykolwiek robił dżemy w domu, i orientuje się ile dżemu wyjdzie z kilograma truskawek. Na pewno nie tyle słoiczków ile producentowi. Ja żeby zrobić 100 gramów dżemu potrzebuję 200 gramów owoców. Poważnie. Jeśli więc producent oferuje Ci tylko 40 to zobacz co dał w zamian. Wodę, cukier, emulgator. Sprawdź bo cóż z tego że kupiłaś bio dżemik dwa razy droższy niż normalnie skoro za tę cenę masz cukier z wodą.
Kupując gotowe produkty oznaczone BIO, ECO, ORGANIC, zawsze czytaj skład. W większości przypadków nie warto płacić więcej.

Źródło przepisów prawnych:
http://www.agrobiotest.pl/strona/index.php?page=rolnictwo_wpigulce



Copyright 2019 Qchenne-inspiracje.pl

All rights Reserved