Czy na progu wiosny warto jeść kiełki roślin?

Wszystko wskazuje na to, że wiosna przyjdzie w tym roku szybciej niż powinna. Szczerze nie pamiętam tak ciepłych dni w lutym, i takich prognoz na marzec.
Osobiście zupełnie mi to nie przeszkadza, ale faktem jest, że im szybciej zrobi się ciepło, tym bardziej będą nas kusić pojawiające się już w sklepach ogórki, rzodkiewki czy inne nowalijki.
Marzec czy kwiecień to moim zdaniem zdecydowanie za wcześnie na tego typu produkty, ale czy powinniśmy zupełnie wykluczyć je z wiosennej diety? To zależy.
Chyba już zawsze będę miała w pamięci swoją ponad dwutygodniową potwornie swędzącą wysypkę po zjedzeniu zielonego ogórka ze skórą wiosną 2014 roku. Te serie zastrzyków i nieprzespane noce. Od tamtego czasu jestem bardzo ostrożna ;)
Co jednak zrobić jeśli marcowe czy kwietniowe nowalijki tak Cię kuszą że nie możesz przejść obok nich obojętnie?  
Podjąć decyzję samodzielnie ;) Pod uwagę weź stan zdrowia, ewentualną skłonność do alergii, pokrzywek, wyprysków, migren, czy problemy trawienne etc.

Wiosna to dla mnie zdecydowanie czas kiełków. Uwielbiam ich smak, cenię za wartości odżywcze i jem praktycznie codziennie od marca do końca kwietnia.

Siła kiełków

Małe ziarenko w twardej skorupce, to taki mały magazyn witamin i minerałów. Jeśli dasz mu wodę, światło i ciepło, uwolni całe swoje bogactwo po to, aby roślina urosła duża i dorodna.
Roślina podczas kiełkowania ma najwięcej witamin i minerałów niż kiedykolwiek później w swoim roślinnym życiu.


Kiełki to bogactwo:

Warto zaznaczyć też, że kiełki są lekkostrawne i niskokaloryczne więc można jeść je bez obaw o żołądek czy figurę.

Jakie kiełki wybrać i skąd je wziąć?

Mój top to kiełki słonecznika i rzodkiewki. Uwielbiam ich smak. Słonecznikowe smakują jak słonecznik, a te z rzodkiewki, jak rzodkiewka, czyli są ostre i wyraziste (idealne do twarożku).
Kiełki słonecznika i rzodkiewki są szczególnie bogate w cynk i siarkę więc genialnie działają na skórę.
Rodzajów kiełków jest bardzo dużo i musicie sami wybrać te, które będą Wam smakowały najbardziej.
Rzeżucha, lucerna, siemię lniane, fasola mung, brokuł, gryka, owies, żyto. Wybór jest całkiem spory.
Żołądkowcom i cierpiącym na infekcje bakteryjne polecam zwrócić uwagę na kiełki brokuła, z uwagi na dużą zawartość sulfofranu. To substancja działająca silnie przeciwbakteryjne. Skuteczna we wszelkich infekcjach, także w przypadku bakterii helicobacter Pylori. Kiełki brokuła zawierają 30 razy więcej sulfofranu niż dojrzały brokuł.
Kiełki możecie kupić w sklepie gotowe do spożycia, lub wyhodować sami. Nasionka i kiełkownice bez problemu kupicie w sieci. Oczywiście możecie hodować je wg. starej babcinej metody, czyli na wilgotnej ligninie, ale osobiście odradzam tę metodę, bo sprzyja rozwojowi pleśni i grzybów. Zdecydowanie lepsza jest kiełkownica, ponieważ ziarenka mają tam potrzebne ciepełko i cały proces jest zdecydowanie bardziej higieniczny.

Hodujemy kiełki w domu

Optymalna temperatura do kiełkowania to 18-21 stopni. Zanim jednak umieścicie ziarna w kiełkownicy, należy je porządnie przepłukać i zalać wodą w ilości dwa razy większej niż objętość ziaren. Następnie odstawić na całą noc, aby napęczniały.
Rano płuczecie nasionka i umieszczacie w kiełkownicy. Kiełkownicę stawiacie w jasnym, lecz nienasłonecznionym miejscu. Kiełki postawione w pełnym słońcu będą gorzkie.

UWAGA! Nasionka mają być cały czas wilgotne, ale nie mogą stać w wodzie. Każdego dnia należy umyć pojemnik i przepłukać nasionka, aby nie zgniły.
Uważajcie na nasionka kiełkujące, aby ich nie uszkodzić.
Kiełki są gotowe do zjedzenia po średnio 5-7 dniach.

Kiełki polecam każdemu, a w szczególności:




Copyright 2019 Qchenne-inspiracje.pl

All rights Reserved