
Już w niedzielę finał II edycji Master Chefa. Szkoda że to już koniec bo fajnie się oglądało.
Szczególnie fajnie się oglądało, kiedy w programie była jeszcze Jola Kleser moja znajoma i nie tak dawno jeszcze sąsiadka 🙂
W finałowej trójce same panie.Każda prezentuje inny styl gotowanie i każda jest inna. Wszystkie bardzo sympatyczne i szczere. Niemniej jednak strasznie żałuję, że do finału nie dostał się Charles. Bardzo mu pasuje fartuch kucharza 🙂 Byłby niewątpliwie ozdobą finału 🙂
Gdybym miała wytypować do wygranej jedną z Pań, byłoby ciężko. Najbliższy jest mi styl gotowania Beaty. Jednak Diana jest mistrzynią w deserach, a to niełatwa sztuka.
Gotowanie to improwizacja i wirtuozeria i jeśli kucharz ma wyczucie smaku, nie potrzebuje przepisu, jednak nie w kwestii ciast i deserów. Tu liczą się proporcje i każda improwizacja z reguły kończy się źle. Maria ma solidne podstawy. Jest zagadkowa. W programie potrafiła wyłożyć się na prostym daniu, a te trudne wychodziły jej znakomicie. Myślę, że jest dla dziewczyn dużą konkurencją, bo tak naprawdę nie wiadomo czego można się po niej spodziewać.
Jeszcze kilka lat temu gotowanie źle się kojarzyło. „Modne” było przechwalanie się kto, co i gdzie je na mieście. Każdy mówił że sam nie gotuję bo to obciach stać przy garach. Pamiętam jak moja znajoma patrzyła na mnie kiedyś jak na dziwoląga, że sama przygotowałam krokiety do barszczu. Przecież można je kupić w każdej garmażerce. Że chciało mi się stać …….
Tego typu programy pokazują jak wielu jest ludzi którzy gotują sami. Że można gotować bez gotowych sosów i kostek rosołowych. Że można wydobyć smak bez polepszaczy. Że można gotować dla przyjemności i z pasji. Że daje to dużą frajdę.
W poprzedniej edycji gorąco gorąco kibicowałam Kindze Paruzel. Teraz ciężko mi się zdecydować, bo każda z pań to fajna babka 🙂
Kogo typujecie do wygranej ?
Pozdrawiam cieplutko i czekamy razem na finał :)
chociaż dziewczyny są super, też żałowałam, że Charles odpadł...
Pozdrawiam! :)