
Idąc z wizytą do rodziny, gdzie są dzieci nie wypada pójść z pustymi rękami. Nie jest to wymóg, ale tak się przez lata utarło, a i dzieci ciesząc się na wizytę gościa wyczekują, co tam dla nas przyniesie.
Pamiętam te momenty ze swojego dzieciństwa, ale to były lata osiemdziesiąte, inne czasy. Generalnie w sklepach szału nie było, no poza Pewexem, ale to inna historia i przeciętny Polak codziennych zakupów tam nie robił.
Piszę o tym teraz bo za miesiąc święta i będziemy się nawzajem odwiedzać.
Jakiego błędu nie popełniać idąc z wizytą do rodziny z dziećmi?
Za moich czasów człowiek cieszył się z byle czego, a już w prawdziwą euforię wpadał jak dostał coś słodkiego.
Z ptasiego mleczka zjadałam najpierw czekoladę, a dopiero później ten biały środek. Cały ceremoniał. Ależ to był smak. Wydzielałam sobie ile i kiedy zjem, aby starczyło jak najdłużej.
To już historia. Dziś półki ze słodyczami w sklepach uginają się od towaru przeróżnej maści dostępnego dla każdego i w każdym czasie. Nie ma kryzysu, nie ma kartek, ale mentalność pozostała i co mnie dziwi, sięga coraz młodszego pokolenia.
Co najczęściej kupujemy idąc z wizytą do rodziny z dziećmi ? Słodycze ! Dużo słodyczy! Całe torby!
W tym roku na Wielkanoc odwiedziliśmy daleką rodzinę. Cztery domy. W każdym nasze dzieci dostały papierową torbę pełną słodyczy, po jednej dla każdego dziecka. Od lizaków, przez cukierki, po czekolady.
Zważyłam dziś słodycze jakie mam w domu, a które dostaliśmy od gości. Na dzień dzisiejszy 3,7 kg.
Było więcej, ale cześć czekolad przerobiłam na brownie.
Przedwczoraj byłam u koleżanki, którą w weekend odwiedzili teściowie. „Wzbogaciliła się” o wielką torbę pełną słodyczy. Myślę, ze ze 2 kilo to wszytko mogło ważyć.
Czemu tak jest ? Dlaczego idąc w gości do rodziny z dziećmi kupujemy akurat słodycze, skoro wszędzie tych słodyczy pełno?
Tyle się mówi o szkodliwości cukru, o barwnikach wywołujących alergie, nadpobudliwość czy problemy z koncentracją u dzieci. O rosnącej wśród dzieci otyłości !
A przecież jest tyle alternatyw w tej samej cenie.
Kolorowanek z naklejkami, dzieci je uwielbiają. Książeczek typu. elementarz 4,5 6,7 latka.
Są odlotowe kredki czy flamastry np. brokatowe, fluorescencyjne etc.
Książki do poczytania …..
Propozycji mogłabym mnożyć mnóstwo.Zachęcam do zakupu czegoś kreatywnego.
Jak bym dla moich dzieci zamiast czekolady, kilku lizaków, paczki krówek, landrynek czy batoników wolała kolorowankę + kredki.
Koszt jest porównywalny z kosztem torby słodyczy, a może nawet i niższy, więc o cenę tu raczej nie chodzi.
Są jeszcze kwestie światopoglądowe.
U nas w domu kupnych słodyczy poza gorzką czekoladą praktycznie się nie jada. Nie jestem matką terrorystką i owszem pozwalam moim dzieciom zjeść batonika czy cukierka, ale staram się edukować ich w tej kwestii i uczyć dobrych nawyków i świadomych wyborów.
Ciężko jest to robić, gdy w szafce ma się prawie 4 kilogramy słodyczy.
Dlatego apeluję z tego miejsca. Idąc z wizytą nie kupujcie słodyczy.
Mamy XXI wiek i jeśli jakiś rodzic będzie chciał kupić dziecku batonika, pójdzie sobie do pobliskiego sklepu. A tam batoników do wyboru do koloru.
Jak to jest u Was ?
Macie ten sam problem ze słodyczami?
Dużo tego dostają Wasze dzieci ?
jednak przyznam się ze jak moje dziecko dostanie słodycze to ja je po prostu przekazuję innemu dziecku a nie wyrzucam i to też błąd.....
Dzięki,
Pozdrawiam,
Basia
Kompletnie nie rozumiem tej idei obdarowywania słodyczami. Jakby tego nie było dookoła to może bym zrozumiała. Ale czasy komuny, kiedy niczego nie było mamy za sobą. Każdy ma słodycze na wyciągnięcie ręki, więc jak najdzie go ochota to sobie pójdzie i kupi.
Ale z całego wpisu najbardziej moje serce skradły te gazetowe torebki na zdjęciu! Są booooskie ;)
Na szczęście większa część rodziny już się nauczyłą:))
Dlatego APEL do dziadków, teściów,wujków, znajomych - na litość nie idzcie na łatwiznę, słuchajcie dzieci i kupujcie to co lubią a nie jedynie słodycze!!!!!!!!!!!!
Jestem tu na blogu od 2 dni i czytam i czytam
Pozdrawiam
fajny wpis, nie wiem czy jest więcej na temat dzieci, ale jestem za :)
Po ostatnim weekendzie z moim rodzicami młodsza córka najpierw pół dnia wymiotowała, potem ją jeszcze przeczyściło, chociaż już była na diecie lekkostrawnej. Organizm osłabiło jej to w takim stopniu, w tej chwili walczy z przeziębieniem :(
Podpytałam starszą co jadły i wyszło, że jednego dnia: ptasie mleczko, dwa cukierki czekoladowe, ciasteczka i po batoniku. Jak trzyletni żołądek ma sobie z taką ilością wpakowaną w przeciągu kilku godzin poradzić?
Moje dzieci dopóki były głupiutkie to nie wiedziały co to czekolada czy lizak.....Przez starszą część rodziny uznawana jako wredna mama bo nie daję słodyczy a kuzynki pytały jak to robię, że mój dwuletni syn nie wymusza w sklepie lizaka :)